Depresja i stres osłabiają skuteczność niektórych szczepionek

Depresja i stres osłabiają skuteczność niektórych szczepionek (Fot. Shutterstock/Stock-Asso)

Po pierwsze: spróbuj, czyli jak zmierzyć się z mrokami przeszłości i odnaleźć swoje ja

Emocje, które zepchnęliśmy są w nas. Ten proces powracania do tego, co wyparliśmy, odnajdywania swojej tożsamości odbywa się drobnymi krokami, czasem naprawdę bardzo drobnymi. To może trwać kilkanaście miesięcy i nie może na tej drodze pojawiać się żadna presja - mówi Robert Rutkowski, psychoterapeuta.

Bohaterką serialu "Rysa" jest Monika Brzozowska, policjantka pracująca w wydziale zabójstw, która cierpi na zaniki pamięci. Czy Pan w swoim gabinecie często spotyka osoby, które mają takie luki w pamięci? Jakiś czas wycięty z życiorysu, którego kompletnie nie pamiętają?

Tak, często pracuję z takimi osobami. Takie zaniki pamięci, wycięte fragmenty z tego, co się w ich życiu działo to nic innego, jak instynkt samozachowawczy. Spychamy pewne rzeczy po to żeby zachować najważniejszą funkcję, jaka jest nam dana, czyli życie. Niektóre wydarzenia w naszym życiu są tak silne, mocne, że mogłyby nam przetrącić kręgosłup a nawet przerwać linie życia, dlatego, że są tak bolesne i trudne do zniesienia. Karol Jung powiedział kiedyś, że "Może nas zabić jedno słowo i jedno słowo może nam uratować życie". Jest w tym ogrom prawdy. Jung opisuje wiele przykładów swoich pacjentów, u których nawet nie słowo, a jeden gest może spowodować głębokie traumy.


shutterstock.com

Możemy podać jakiś przykład?

Jung opisuje historię rodziny, w której matka jest prawniczką, ojciec lekarzem. To bardzo bogaci ludzie, mieszkający pod Wiedniem. Do ich posiadłości pewnego dnia dwóch policjantów przyprowadza ich córkę. W hallu tego domu stoi matka, ojciec, służba a przed nimi ich córka brudna, podrapana, zapłakana, obolała. Okazuje się, że dwie godziny wcześniej została zgwałcona w parku. Ojciec patrzy na nią i jest tak przerażony tym, co widzi, ta siła obrazu, który ma przed oczami jest dla niego tak odrażająca, że nie jest w stanie tego znieść. Na ułamek sekundy odwraca od niej wzrok z bólu i cierpienia. Ta córa to dostrzega. Interpretuje to jako odtrącenie, ojciec jawi się jej jako ten, który z obrzydzeniem na nią patrzy. W wieku 56 lat ta dziewczyna trafia na terapię. Ma kompletnie zrujnowane życie i nie potrafi powiedzieć, z jakiego powodu. Gdy Jung zaczyna razem z nią "grzebać" w jej przeszłości, okazuje się, że to, co się wtedy stało zepchnęła. Nie pamiętała tego momentu. Dopiero pracując w oparciu o hipnozę, udało się ten moment wychwycić. Moment, który zaważył na całym jej życiu i który pozwolił jej zrozumieć, dlaczego na swojej drodze wciąż spotykała trudne, pogrążające ją jeszcze bardziej sytuacje.

Co jest najczęściej powodem tego wypierania? Głównie traumatyczne wydarzenia?

Owszem bardzo solne przeżycia, wydarzenia, które spychamy do obszaru nieświadomości a nie podświadomości. To zasadnicza różnica. W nieświadomości mamy emocje, podświadomość to z kolei automatyzm, jak funkcje biologiczne np. oddychanie. Do nieświadomości spychamy to, co pozwoli ratować nam nasz główny system. Sam zresztą tego w swoim życiu doświadczyłem. Moja somatyka odmówiła mi posłuszeństwa, gdy wiele lat temu okazało się, że mój przyjaciel i wspólnik okrada mnie na gigantyczne pieniądze. Wtedy runął cały mój świat. Nie chodziło aż tak bardzo o tę sumę, ale bardziej o to, że zostałem okradziony ze złudzeń. Bolał mnie fakt zdrady. Pamiętam, że w ciągu godziny dostałem 39.5 stopni gorączki. Moje ciało zareagowało w ten sposób. Czasem w takich sytuacjach nas po prostu odcina i mdlejemy, a czasem zapominamy, dopada nas amnezja.

Czy takie reakcje występują też u osób z depresją?

Ostatnimi czasy traktujemy depresję trochę jak wirus, który krąży w powietrzu i który wpadnie nam przez dziurkę w nosie i już na nią chorujemy. Myślę, że trzeba nieco zmienić jej postrzeganie. Depresja to głównie reakcja na bodźce zewnętrzne. To, co powiem, może zabrzmi absurdalnie, ale ona wielu osobom ratuje życie. Choć to ciężka choroba, to jest też reakcją na coś, czego doświadczamy, czy doświadczyliśmy w świecie zewnętrznym i co spowodowało, że się w sobie zapadliśmy, że jesteśmy odcięci od świata. Jest sygnałem "lecz się", "pomagaj sobie". Dlatego też nie wolno tych symptomów depresji bagatelizować. Jeśli zmniejszenie łaknienia, spadek motywacji, czy brak snu trwa dłużej niż siedem dni, to trzeba biec do specjalisty. Zbagatelizowanie tych objawów może zaowocować pojawieniem się ciężkiej depresji a potem również amnezji. To nasze odcięcie od świata zewnętrznego może być pogłębionym pragnieniem, reakcją obronną na coś.

Jak to w takim razie na nowo poskładać? Jak wrócić do siebie, gdy takie coś nas spotkało?

Punktem wyjścia jest potrzeba jako taka. Jeśli mamy coś zakopane w nieświadomości, to przede wszystkim trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest potrzeba żeby się tym zajmować. Wiele osób nie musi a nawet nie powinno tego robić, jeśli ich życie jest zadowalające. Jeśli dobrze się czują sami ze sobą, nie mają predyspozycji do autodestrukcji, to lepiej zostawić to tak, jak jest i nie grzebać. Jeśli jednak pojawiają się symptomy zmniejszenia jakości życia, wtedy warto, ale nawet terapeuta, który daną osobę w tym prowadzi, powinien zachować ostrożność.

Jednym słowem powinien zastosować metodę małych kroków?

Małych kroków a nawet kroczków. Zanim tę przeszłość w ogóle zaczynamy rozgrzebywać, zadaję mojemu klientowi pytanie czy jest na to gotowy, jak jego ciało reaguje na samą myśl o tym. Lepiej czasem czegoś nie ruszyć, niż później mieć dodatkowe kłopoty, z których jeszcze trudniej się pozbierać. Jeśli jednak ktoś mówi "Tak proszę mi to pomóc oczyścić, przejść przez to", to zaczynamy ten proces. Nie wystarczy jednak tylko do tego momentu w życiu wrócić. Trzeba zrobić kilka dodatkowych zabiegów.

Jakich?

Pierwszym krokiem jest wiedza, zerknięcie w przeszłość, przypomnienie sobie najdalej jak potrafię tego, co doświadczyłem dobrego i złego w moim życiu. Tutaj bardzo często słyszę od klientów "Nic nie pamiętam". Odpowiadam wtedy, że nic się nie stało, nie szkodzi. Uspokajam, że będziemy pracować bez presji. Powoli rozmawiamy, przyglądamy się temu, co pojawia się w głowie, w tym, co sobie przypominamy. To nie jest tak, że jak my czegoś nie pamiętamy, to na nas nie oddziałuje. Emocje, które zepchnęliśmy są w nas. Tak, jak powiedziałem, ten proces odbywa się drobnymi krokami, czasem naprawdę bardzo drobnymi. To może trwać kilkanaście miesięcy, wedle zasady im głębiej w las, tym więcej drzew. Nie może na tej drodze pojawiać się żadna presja ani ze strony terapeuty ani z naszej. To, że przypominają się nam pewne fakty, zdarzenia, pokazuje, że człowiek jest jak twardy dysk. Zasysamy pewne emocje. Jeśli ich nie uzewnętrzniamy, nie pozbywamy się, to one w nas gdzieś zapadają i może być tak, że ujawnią się po latach jako ciężka depresja lub inna choroba psychiczna. To może mieć wpływ też na choroby serca, jelit, czy nowotwory. One także pojawiają się ze względu na problemy w sferze psychicznej.

Co jeszcze w tym procesie dochodzenia do siebie warto zrozumieć?

Fakt, że to, jaki jestem, nie jest jedynie moją "zasługą". Warto uświadomić sobie, że jestem ciągłością, starać się chcieć zrozumieć siebie, ale też życie swoich rodziców. Porozmawiać z matką, ojcem, zapytać się ich o pewne okresy w ich życiu, w moim życiu. Oni mogą być takim naszym lustrem albo tymi, którzy je przytrzymają, gdy ja będę chciał się w nim przejrzeć. Mogą mi pomóc zrozumieć samych siebie. To zapomnienie, wyrwany z życia czas to nie musi być ciąg zdarzeń, ale jeden wyparty element - wypadek. Kiedyś pracowałem z klientką, którą koleżanki na dosłownie kilka minut zamknęły w drewnianej skrzyni podczas zabawy. To zdarzenie sprawiło, że ona wielu lat swojego życia nie pamiętała, wyparła. Jeśli mamy zrozumienie w bliskich, spróbujemy dobrać się do tych wspomnień, które nawet, jeśli są bolesne, to prowadzą nas do jakiegoś rozwiązania, to osiągniemy sukces. Układ limbiczny, który bierze udział w tym procesie, czyli takie nasze archiwum, w którym gromadzimy wspomnienia i przypisane do nich emocje oraz kora mózgowa, w której z kolei zapisane są nasze wspomnienia bez emocji, to dwa takie nasze magazyny, z których warto podczas terapii korzystać. Przechodzić z jednego do drugiego i opowiadać o swoich przeżyciach, co czuliśmy, jakie emocje nam towarzyszyły. Terapię można też wzmocnić przez zapisywanie, malowanie, czy rzeźbienie a potem spalenie, unicestwienie tego wszystkiego, co powstało, co z siebie wyrzuciliśmy, by w głowie zapadł symboliczny spokój.

Doctor and patient healthcare concept. Gynecologist physician consulting and examining woman patient health in Obstetrics and Gynecology department in medical hospital health service center.
fot. shutterstock

Wspomnieliśmy o hipnozie. Czy ona pomaga w tym powracaniu do zapomnianej, wypartej przeszłości?

Ja sam nie pracuję tą metodą, ale nie widzę przeciwwskazań, pod warunkiem, że przeprowadza tę hipnozę osoba, która ma na to odpowiednie certyfikaty. Hipnoza wykorzystuje ten fakt, że nasz mózg jest pendrivem, twardym dyskiem zapisującym nasze wspomnienia. Może się pani teraz wydawać, że nie pamięta pani, jaki miała kolor sznurówek w butach jako 3-letnia dziewczynka, ale takie informacje są również pochowane w naszej głowie. Chodzi o to żebyśmy nie mieli głów jak balony, nasz mózg odcina nas od pewnych danych dla naszego bezpieczeństwa, ale jeśli trzeba są sposoby na to, by do nich wrócić, dotrzeć na nowo.

Bohaterka serialu nie tylko próbuje wrócić do tego, czego nie pamięta, ale zmaga się też z dręczącymi ją lękami

To też jest symptom tego poszukiwania i wyparcia. Czynnik, który predysponuje do pogłębionej psychoterapii i zamknięcia przeszłości. Owszem nie pamiętam, ale dlatego zatrudniam rodziców a jeśli nie ich to ciotkę, wujka, bliską rodzinę i robię sobie podróż w przeszłość. To trochę taka wyprawa na strych, szukanie w starych dokumentach, czemu jestem właśnie taki. Czasem towarzyszy temu płacz, złość, zgrzytanie zębami, wściekłość na terapeutę, czy nawet przerywanie terapii i wracanie po roku, bo nie dałem, nie dałam rady tego udźwignąć. Moi klienci nie tylko przychodzą na sesje, ale też piszą listy. Jeden z nich pojechał z tym napisanym listem do Johannesburga na grób ojca, by tam to, co napisał spalić. Wcześniej uciekł z tego miasta do Londynu przed ojcem. Poznał tam kobietę z jednego z afrykańskich plemion, która opowiedziała mu pewną przypowieść. Mowa w niej była o tym, że jeśli dziecko doświadczyło czegoś złego ze strony rodziców, to po wielu, wielu latach powinno do tej wioski wrócić, spalić ją i ogrzać się przy ogniu płonących domostw. To taka trochę symbolika psychoterapii i tego procesu. Trzeba wrócić i to, co znajdziemy w tej przeszłość metaforycznie a może nawet symbolicznie spalić.

Czy tę podróż w przeszłość możemy odbyć sami?

To trochę tak, jak byśmy sami sobie chcieli usunąć wyrostek robaczkowy. Nie jest to możliwe do wykonania samemu. Nie wiemy, czy nie stracimy instynktu samozachowawczego albo kontaktu z rzeczywistością, czy nie przedobrzymy i nie za bardzo w tę przeszłość wejdziemy i będziemy rozpamiętywać. Sami lepiej tylko zapisujmy to, co nam się przypomina, a potem pójdźmy do kogoś, z kim to przegadamy, omówimy i nazwiemy. Tak będzie najbezpieczniej.