Świąteczne zwyczaje z różnych stron świata

Świąteczne zwyczaje z różnych stron świata (Shutterstock)

Książkowa powódź, dzień z pieczonym kurczakiem i namierzanie Mikołaja. Świąteczne zwyczaje z różnych stron świata

Jeśli spojrzymy w kalendarz, Święta Bożego Narodzenia trwają tylko dwa dni, ale ludzie na całym świecie już od początku grudnia kultywują zwyczaje i obrzędy, a czasem nawet wymyślają nowe tradycje, żeby skrócić czas oczekiwania na najpiękniejsze dni w roku.

Nie ma chyba bardziej świątecznego regionu świata niż Skandynawia. Znacznie krótsze niż u nas zimowe dni i dłuższe zimowe wieczory skłoniły naszych północnych sąsiadów do stworzenia wielu ciekawych tradycji, które umilają oczekiwanie na Boże Narodzenie.  
 
Trzy dni po naszych mikołajkach Szwedzi obchodzą Dzień Piernika, kiedy przygotowują i od razu konsumują aromatyczne wypieki. Cztery dni później, 13 grudnia, cała Skandynawia obchodzi kolejne, tym razem większe i starsze święto, czyli Dzień Świętej Łucji. W tym dniu najstarsza córka w rodzinie przebiera się w białą suknię świętej Łucji, przepasuje się czerwoną szarfą a na głowę zakłada wieniec. Cała rodzina zbiera się przy stole, pije glögg, czyli aromatyczny, lekko alkoholizowany napój, i je szafranowe bułeczki. Następnie wszyscy dołączają do procesji, którym przewodzą specjalnie wybrane święte Łucje, niosące na głowie wieńce przyozdobione czterema płonącymi świecami. Dla Skandynawów, którym w tym okresie brakuje słońca, jest to celebracja światła, a sunące ciemnymi ulicami pochody ze świecami wyglądają nadzwyczaj malowniczo.

Choinka i jej niecodzienna rola

Jeśli mówimy o Skandynawii to warto tu wspomnieć o norwesko-brytyjskiej tradycyjnej dyplomacji choinkowej. Od 75 lat Norwegia co roku w dowód wdzięczności za wsparcie okazane podczas II Wojny Światowej wysyła Brytyjczykom w prezencie dwudziestometrowy ceremonialnie ścięty świerk. Drzewo następnie jest ładowane na statek, wysyłane do Anglii i ustawiane na Trafalgar Square w Londynie. Skąd się wzięła pierwsza choinka? Nie wiadomo, ale zdaniem Łotyszy to w ich stołecznej Rydze po raz pierwszy w 1510 roku ktoś wpadł na pomysł, by dekorować ścięte drzewko.  
 
Wszyscy, ci mali i ci duzi, czekają na świąteczne prezenty. Dla rodziców grudniowe wyczekiwanie jest dodatkową pomocą wychowawczą. "Bądź grzeczny, bo dostaniesz." no właśnie, co? W Polsce to zazwyczaj rózga, ale w pozostałych częściach Europy popularnym anty-prezentem jest węgiel albo sadza. Na Islandii z kolei niegrzeczne dzieci znajdują w butach zgniłe ziemniaki. Najgorzej jednak mają łobuziaki z Austrii. Jak widać, austriaccy rodzice nie bawią się w półśrodki, a do wychowawczej współpracy zaprzęgli Krampusa - przerażającego, demonicznego, włochatego i rogatego pomocnika Świętego Mikołaja.  
 
Grzeczne dzieci mogą za to w Europie liczyć na całą plejadę ciekawych postaci. W samej Polsce mamy aż czterech pretendentów do roli świątecznego dobrodzieja, a są nimi Dzieciątko, Gwiazdor, Aniołek albo najpopularniejszy z całej czwórki Mikołaj. Za naszą wschodnią granicą całkiem nieźle zakusom Santa Clausa opiera się Dziadek Mróz, w Grecji niepodzielnie rządzi Święty Bazyli, a małym Włochom prezenty rozdaje czarownica Befana. Na Półwyspie Iberyjskim to Trzej Królowie zostawiają podarki, a im bardziej na północ, tym ciekawiej. Fińskie dzieci wypatrują dość przerażającej postaci, przypominającej wielkiego czarnego kozła - Joulupukki, a Islandczycy - trzynastu skrzatów, które okazują się być dość wszechstronne, bo na boku dorabiają sobie psuciem mleka i zjadaniem świec. Skrzaty mają jednak dobry gust, jeśli chodzi o prezenty, bo Islandczycy często dostają pod choinkę książki. Resztę świąt spędzają więc pod kocem i oddają się kontemplacji Jolabokaflod, czyli w dosłownym tłumaczeniu - świątecznej powodzi książkowej. Warto tu odnotować, że Islandia bije rekordy w liczbie wydawanych książek.  
 
Brytyjczycy, oprócz standardowych prezentów pod choinką, mogą liczyć na dodatkowe podarki i zabawę przy odpakowywaniu tak zwanych Christmas crackers. To małe paczuszki zawinięte tak, by przypominały cukierek. Kiedy dwie osoby pociągają za końce cukierka, paczuszka otwiera się z trzaskiem. W środku można znaleźć papierową koronę, drobny prezent i kartkę z zazwyczaj dość niskich lotów żartami.


Shutterstock

Te stare i te nowe

Są tradycje wielowiekowe, jak Dzień Świętej Łucji, a są też tradycje całkiem nowe, jak to, że całe rodziny zbierają się w Święta, by oglądać w telewizji przygody rezolutnego ośmiolatka, który Boże Narodzenie spędza sam w domu. Jeden z takich nowych zwyczajów celebrowany jest w Japonii, która Boże Narodzenie traktuje raczej jako święto popkulturowe niż religijne. Japońskie rodziny spotykają się w święta nad tradycyjnym japońskim kubełkiem kurczaka z ze znanej amerykańskiej restauracji. To nie żart, efektem nadspodziewanie udanej kampanii reklamowej sprzed 36 lat jest nowa świecka tradycja, której w dodatku nie uświadczy się w Stanach Zjednoczonych. Według statystyk z 2016 roku, 3,6 miliona japońskich rodzin spędza co roku święta jedząc kurczaka.  
 
Największą radość ze Świąt mają oczywiście najmłodsi, a rodzice dwoją się i troją, by ich pociechy jak najdłużej wierzyły w Świętego Mikołaja, są więc gotowi tworzyć tradycje, które pomogą im podtrzymać dziecięcą wiarę.  
 
W 1948 roku znany amerykański dom towarowy Sears stworzył świąteczną kampanię reklamową, w której zachęcał dzieci, by dzwoniły prosto do Mikołaja. Niestety, numer telefonu wydrukowany w ogłoszeniu miał błąd, a dzieci zamiast do ekspedientek Searsa dodzwaniały się do CONAD, czyli jednostki, która w amerykańskim wojsku odpowiada za kontrolę przestrzeni powietrznej i kosmicznej. Pierwszy taki telefon odebrał pułkownik Harry Shoup, który błyskawicznie zrozumiał pomyłkę, ale wykazał się zimną krwią, z kamienną twarzą udzielając dzieciom precyzyjnej informacji na temat współrzędnych mikołajowych sań. Od tego czasu dowództwo tej jednostki, w międzyczasie przemianowanej na NORAD, czyli Dowództwo Obrony Północnoamerykańskiej Przestrzeni Powietrznej i Kosmicznej, co roku od początku grudnia prowadzi coraz bardziej zaawansowany program namierzania współrzędnych Mikołaja. Dzieci mogą sprawdzić lokalizację sań na specjalnej stronie internetowej, a także zadzwonić do NORAD lub wysłać maila. Zaprawieni w bojach żołnierze po drugiej stronie świątecznej gorącej linii, creme de la creme amerykańskiej armii, zakładają czapki z dzwoneczkami i chętnie udzielają precyzyjnej informacji o tym, gdzie akurat znajduje się świąteczny zaprzęg.  
 
Nawet ci, którzy zarzekają się, że nie przepadają za świątami, kapitulują po odpowiednio długiej ekspozycji na mrugające lampki, korzenne zapachy i świąteczne piosenki. Ci natomiast, którzy je kochają, mają cały grudzień na testowanie zwyczajów z różnych miejsc na świecie.