Katarzyna Zielińska opowiada o rodzinnych świętach w swoim domu.

Katarzyna Zielińska opowiada o rodzinnych świętach w swoim domu. (Materiał promocyjny)

Katarzyna Zielińska: Prezenty świąteczne kupuję przez cały rok

- W moim rodzinnym domu wigilijne pierogi znikają najszybciej i to nie bez powodu! W jednym z nich ukryty jest pieniążek. Kto go znajdzie, ten będzie miał szczęście - zdradza Katarzyna Zielińska, aktorka, mama i ambasadorka marki Artelioni.

Czego nie może zabraknąć u Pani na wigilijnym stole - łososia czy karpia? 
 
Zdecydowanie karpia.  
 
Czyli święta są tradycyjne? 
 
Tak i co ciekawe, spędzamy dwie wigilie - jedną u moich rodziców, a drugą u teściów. Udaje nam się to tylko dlatego, że odległość jest niewielka.  
 
Widać różnice w waszych rodzinnych tradycjach? Coś celebruje się u Pani, a u męża nie i na odwrót?  
 
Oczywiście! W moim rodzinnym domu panuje zwyczaj wkładania pieniążka do jednego z pierogów. Kto na niego trafi, ten będzie miał szczęście przez cały rok.  
 
Pewnie znikają w pierwszej kolejności!  
 
Oj, żeby Pani wiedziała. Na szczęście jeszcze nikt sobie zęba nie ukruszył. Owszem, mamy istną bitwę pierogową, ale każdy konsumuje ostrożnie. Już od ponad 20 lat celebrujemy ten zwyczaj i muszę przyznać, że zawsze przynosi nam to wiele uśmiechu. Każdy chce zdobyć pieniążek, rywalizują zaciekle nie tylko dzieci, ale także dorośli. U mojego męża też kultywuje się ciekawy zwyczaj. Otóż pod każde naczynie kładziony jest opłatek. Jeśli przyklei się do któregoś i utrzyma po podniesieniu naczynia, ten członek wigilijnej wieczerzy będzie miał szczęście.  
 
Nigdy o tym nie słyszałam! Skąd pochodzi Pani mąż? 
 
Ze Starego Sącza. 
 
Najlepsze, świąteczne wspomnienia z dzieciństwa - ma Pani takie?  
 
Właściwie każde święta wspominam dobrze, każde były na swój sposób magiczne. W moim rodzinnym domu prezenty przynosiły Anioły. Moja mama zawsze bardzo przykładała się do pakowania prezentów. Upominki spod jej ręki były prawdziwymi dziełami sztuki. Nawet w latach 80-tych, gdy wszystkiego brakowało, potrafi sprawić, że prezent był zapakowany obłędnie! Przejęłam po niej ten zwyczaj i teraz sama godzinami pakuję prezenty, by obdarowany i z tego elementu miał dużo radości. Staram się podejść do tego bardzo kreatywnie. Przez cały rok zbieram różne papiery, dekoracje, wstążki, bileciki. Uwielbiam moment pakowania prezentów i wkładam w to całe serce. Niedawno nawet wręczyłam prezent mojej przyjaciółce, bo wiem, że przed świętami już się nie zobaczymy. Stwierdziła, że otworzy go dopiero w wigilię, bo chce się nacieszyć opakowaniem. To dla mnie bardzo miłe. Okazuje się, że nawet sama forma podania prezentu może sprawić komuś dużo radości.  
 
Ale zaraz, zaraz! Wcześniej przecież wierzyła Pani, że te piękne prezenty przynoszą Anioły! To był duży szok? 
 
Myślę, że dla każdego dziecka jest. Mój świat runął jakoś w wieku 7-8 lat. Moje dzieci nadal tkwią w błogiej nieświadomości, kto tak naprawdę szykuje prezenty i mam nadzieję, że potrwa to jeszcze długo, bo nadaje to świętom prawdziwej magii. Chłopcy piszą listy do świętego Mikołaja, odliczają dni do świąt dzięki kalendarzowi adwentowemu. 
 
Kupuje Pani te z czekoladkami?  
 
Absolutnie! Sama robię kalendarze adwentowe. W Internecie jest mnóstwo różnych pomysłów - grunt, żeby były 24 elementy. W tym roku kupiłam przepiękny, drewniany kalendarz adwentowy. Ma przegródki i do każdej z nich wkładam jakieś drobiazgi, kartkę z zadaniem albo pomysł na wspólne spędzenie czasu. Takie odliczanie to prawdziwa frajda dla dzieciaków. Staram się, żeby nie były to głównie rzeczy materialne, a różne aktywności dla całej rodziny, jak np. pieczenie pierniczków. Myślę, że to dobry sposób, by pokazać dzieciom, co tak naprawdę liczy się w czasie świąt. Że najważniejsza jest radość, bliskość, rodzina.


Materiał promocyjny



 
A jak się Pani odnajduje w kuchni? 
 
Dobre pytanie! Mam to szczęście, że zawsze jadę na tzw. "gotowca", ale prawda też jest taka, że nie mam szans w tej konkurencji - moja mama i teściowa są mistrzyniami! Ja ewentualnie zajmuję się wypiekami i słodkościami. Mamy jeszcze taki zwyczaj z mężem, że przed wyjazdem na święta jemy jeszcze kolację wigilijną we dwoje, tu w naszym warszawskim domu. Wtedy staram się korzystać z rodzinnych przepisów.  
 
Po dwóch wieczerzach powrót do domu? 
 
Nie, chociaż trudno powiedzieć, jak będzie w tym roku. Naszą tradycją jest wspólne kolędowanie. W domu teściów pojawia się nawet trzydzieści osób i razem śpiewamy do późnych godzin nocnych. Drzwi się momentami nie zamykają - jedni wychodzą, inni przychodzą. Trudno mi sobie wyobrazić, jakie będą tegoroczne święta i szczerze mówiąc nie mamy jeszcze konkretnych planów. Mimo wszystko postaram się odgonić smutek i mam nadzieję, że i tak będzie to cudowny, rodzinny czas.  
 
Czytałam ostatnio, że w tym roku warto zacząć jak najszybciej dekorować dom i ubrać choinkę, ponieważ samo ożywienie otoczenia i wdrożenie rytuałów związanych z Bożym Narodzeniem może poprawić humor. Co Pani o tym myśli? 
 
O, proszę! Muszę przyznać, że sama zaczęłam już na Instagramie nawiązywać do świąt. Niebawem zamierzam dekorować bramę, za tydzień wybieram się po choinkę. Uwielbiam tę świąteczną atmosferę i zgadzam się, że może pomóc odciąć się od negatywnych informacji czy emocji. Chcę przewietrzyć głowę i zająć się przyziemnymi problemami, typu "skąd wziąć już teraz choinkę". Myślę, że to dobra rada dla wszystkich.  
 
A choinka to ważny element świąt w pani domu? 
 
Tak! Proszę sobie wyobrazić, że przywożę bombki z różnych podróży. Często też proszę znajomych, by w ramach upominku z wyjazdu przywieźli mi bombkę z danego kraju. Moja choinka jest drzewkiem fajnych wspomnień. Mamy nawet tradycję związaną z ubieraniem choinki. Zapraszamy naszych znajomych, a każdy przynosi butelkę grzańca i bombkę. Szkoda, że w tym roku musimy z tego zrezygnować, ale na pewno sobie odbijemy.  
 
Pani choinka musi być bardzo kolorowa!  
 
Oj tak, nie śledzę trendów kolorystycznych w tej kwestii. Z pewnością moja choinka jest za to namacalnym dowodem na to, jak wiele wspaniałych chwil w życiu przeżyłam i jakich kochanych ludzi mam wokół siebie. 
 
Prezenty kupione czy może DIY? 
 
Prezenty na ogół kupuję przez cały rok, gdy coś mi wpadnie w oko, kupuję i chowam. Potem, przed świętami mogę się już oddać w pełni fantazyjnemu pakowaniu podarunków.  
 
Dzieci dostają wszystko, o co prosiły w listach?  
 
Nie, staramy się z mężem pokazać im, że nie prezenty są najważniejsze. Jest to jeden podarunek z listy. Poza tym jeden mój syn jest z grudnia, a drugi z początku stycznia, więc mamy w tym okresie prawdziwą kumulację!  


Materiał promocyjny



 
Dostała Pani w dzieciństwie coś, co szczególnie zapadło w pamięci? 
 
Łyżwy. Nadal pamiętam emocje, które mi towarzyszyły w momencie otwierania prezentu. Przez cały rok o nich mówiłam i Anioły mnie nie zawiodły. Miałam może 5 lat? Drugim takim prezentem była sukienka - bardzo kobieca, aksamitna, z białym żabotem. Po latach dowiedziałam się, że krawcowa szyła ją specjalnie dla mnie na wzór sukienki mojej kuzynki z Ameryki na podstawie zdjęcia. Moja mama zawsze też dbała o "kobiecy" upominek - jakiś pierścionek, błyskotkę. To też po niej przejęłam i bardzo lubię wręczać moim bliskim prezenty biżuteryjne - koniecznie z grawerem. Czasem jest to data wydarzenia, by utkwiło w pamięci, czasem napis "od wnuków", "od córki".
 
Mówiąc o łyżwach, przypomniała mi Pani, że kiedyś święta były białe, a stawy skute lodem. 
 
Mój synek Henio mówił niedawno, że bardzo by chciał, żeby spadł śnieg, że tak dawno go nie widział. Myślę, że to jest jego największe marzenie i wolałby śnieg od prezentów.  
 
Mój syn mówił niedawno dokładnie to samo. Śnieg zaczyna być luksusowym elementem świąt, a przecież tworzy taką piękną aurę na dworze.  
 
Czego Pani życzyć z okazji zbliżających się świąt?  
 
Zdecydowanie spokoju. Myślę, że w tym roku wszyscy właśnie tego najbardziej potrzebujemy.