Najważniejsze to z optymizmem patrzeć w przyszłość

Najważniejsze to z optymizmem patrzeć w przyszłość (Materiał promocyjny)

"Jako społeczność zdaliśmy egzamin. Szczerość nabrała mocy"

Pandemia koronawirusa zmieniła nas wszystkich. Doceniamy każdą chwilę, obecność bliskich i wyjątkowość relacje z nimi. Zaczęliśmy też innaczej myśleć o przyszłości.

Dzień jest zdecydowanie lepszy, gdy rozpoczynamy go od miłej pogawędki z sąsiadem w windzie lub odwzajemnionego uśmiechu, skierowanego do zupełnie obcej osoby w autobusie. Znakomity, amerykański pisarz mówił, że "życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być". Dziś, w czasach pandemii koronawirusa, gdy życie wielu z nas zostało wywrócone do góry nogami, pozytywne nastawienie do życia i wsparcie innych ludzi, jest na wagę złota. Są jednak tacy, którzy wiedzą to nie od dziś. Mowa o trzech mężczyznach, którzy od kilkunastu (a nawet kilkudziesięciu!) lat prowadzą własne, lokalne pijalnie piwa. Tam każdy jest na "Ty". - Jesteśmy jak jedna, wielka rodzina. Rozmawiamy tu o wszystkim - mówi jeden z nich. 

Klimat tworzą ludzie  

Można stworzyć przytulne wnętrze, skrupulatnie dopracować kartę dań, lać najlepsze piwo i promować się na różne sposoby, ale przyniesie to niewielki skutek, jeśli miejsce nie skradnie serc gości.  
 
Pan Jan lokal "Okrąglak" zakładał 21 lat temu. Początkowo miał to być obiekt sezonowy, stał się jednak miejscem kultowym na mapie Katowic. Przychodzą tam zarówno osoby, które nie mają co do garnka włożyć, jak również ci, którzy w Katowicach mają własne ulice. Tu wszyscy są równi, wszyscy się znają, każdy może z każdym rozmawiać. Dlaczego? Bo każdy czuje się tu dobrze. - Mogę tu porozmawiać z każdym. Nie mam żadnych obiekcji - zapewnia Jan, właściciel. - To jest takie przedłużenie domu. Dokładnie wiem, o której przyjdzie dany klient i spokojnie mogę nalać mu kufel piwa. Wiem, że o 10 czy 12 przyjdzie ten czy tamten - dodaje. 

To klienci piszą historię  

Ze świecą szukać osoby w Tychach, która nie zna lokalu "Pod Jesionami". Ba! Miłośnicy tego miejsca rozsiani są po całej Polsce, a swoją więź z lokalem prezentują w kraju i na świecie. - Zaczęło się od starych zdjęć, związanych z historią starych Tychów i rodziną Wieczorków, którzy to miejsce założyli. Fotografie wisiały na ścianach i wzbudzały zainteresowanie klientów. Tak zaczęła pisać się nowa historia - moi klienci jeżdżą po całym świecie i w różnych ciekawych miejscach robią sobie zdjęcia z flagą pijalni piwa, którą od nas pożyczają. Później przynoszą do nas zdjęcie, które trafia na ścianę - wyjaśnia Adam.  
 
- Ludzie tworzą to miejsce, ja tylko dałem narzędzie - stwierdza i podkreśla, że przy piwie można mówić o wszystkim, ale zdecydowanie odradza dwa tematy: kościół i politykę. On sam rozmawiał już niemal o wszystkich - od problemów po marzenia. 
 
- To moje oczko w głowie, moja miłość - wyznaje Adam, który swój lokal prowadzi już 18 lat. Klientami są przedstawiciele wszystkich zawodów i grup społecznych. Jak twierdzi właściciel, podobne miejsce można stworzyć wszędzie, gdzie są fantastyczni, otwarci ludzie. - 99 proc. klientów to są moi znajomi, przyjaciele. Tutaj wszyscy od lat jesteśmy na "Ty" - mówi nam Adam. Dla przyjaciół - Adaś.  
 
W czasie obowiązkowej kwarantanny właściciel wraz z synem spędzał czas na drobnych naprawach, na które wcześniej zawsze brakowało czasu. - Staraliśmy się jak najmniej zamartwiać. Kiedyś były gorsze czasy. Wierzyłem, że damy radę, bo mam fantastyczną rodzinę i fajnych klientów - mówi z dumą. 

Rozmawiają, czasem się kłócą - jak w rodzinie   

Bar oficjalnie nosi nazwę "Ewa", jednak klienci mówią na niego "Drewutnia". Tak im się to miejsce skojarzyło ("Ewa" to drewniany obiekt) i ta nazwa funkcjonuje w lokalnej społeczności. Andrzejowi w pracy pomaga małżonka. Rodzinny biznes wspierają okoliczni mieszkańcy - najwierniejsi klienci - emerytowani górnicy i całe ich rodziny. - To moi znajomi z lat młodości, wielu z nich jest moimi przyjaciółmi - podkreśla właściciel.  
 
Andrzej dba o tradycję, co także pozwala mu zdobywać sympatię mieszkańców. Flagowym wydarzeniem jest śniadanie barbórkowe, które organizuje corocznie. Lokalna społeczność łączy się także w trudnych chwilach. Gdy ktoś z klientów umrze, wszyscy składają się na wieniec, uczestniczą w pogrzebie, a później spotykają się w Drewutni. - To sytuacje, które łączą - wyznaje Andrzej. - Jest jak w rodzinie - ludzie przychodzą, rozmawiają, czasem się kłócą, ale nie na pięści. Przez 20 lat istnienia lokalu niepotrzebne były interwencje - śmieje się Andrzej i podkreśla, że w Drewutni będą się czuli dobrze także przyjezdni.

Życzliwość w czasach pandemii  

Nagłe wprowadzenie przez rząd obostrzeń, w tym polecenie zamknięcia lokali gastronomicznych, było dla naszych rozmówców jak grom z jasnego nieba. Z dnia na dzień zostali odcięci od źródeł dochodu. Tygodniami, oczekując na pieniądze od państwa, pozostawali bez stałych wpływów. Nie udają, że było im łatwo. Jednak w tej trudnej chwili klienci nie zawiedli. Dzwonili z pytaniami, jak można pomóc, dodawali otuchy. Swoich wieloletnich odbiorców piwa nie zawiodła też Kompania Piwowarska. Przykład? Od właścicieli odbierano bezpłatnie niesprzedany towar, wydłużano czas płatności za faktury. To jednak nie wszystko. Tyskie oddało gastronomom wszystkie swoje bilbordy w okresie od czerwca do września, żeby zachęcić do "Przechodzenia na TY" w konkretnych lokalach na terenie Tychów. W 5000 lokali Tyskiego po otwarciu zorganizowano promocję - "kup jedno Tyskie, drugie do przejścia na TY dostaniesz gratis". Dzięki temu właścicieli lokali mogli się odbić i znów powitać swoich gości w miejscu, które było ich drugim domem.  
 
Adam z uśmiechem wspomina te najtrudniejsze momenty obostrzeń w kraju. - Klienci dzwonili do mnie, pytali, jak sobie radzę. Ale i ja kontaktowałem się z nimi, pytałem, w czym pomóc. Jako społeczność zdaliśmy egzamin. Poznaliśmy się jeszcze bardziej, a ta szczerość, którą pozywaliśmy sobie przez wszystkie, poprzednie lata, tylko nabrała mocy. Warto było te lata temu przejść na "Ty", a każdy nowy dzień jest szansą, by poznać kogoś nowego.  
 
A Ty, kiedy wpadniesz na piwo do Jana, Andrzeja lub Adama?