fot. shutterstock

fot. shutterstock (fot. shutterstock)

Zacznij od prostych kroków. Oto ABC dbania o planetę

Twój styl życia i przyzwyczajenia mają wpływ na środowisko. Jak zmienić nawyki na bardziej przyjazne klimatowi? To wcale nie jest trudne. Oto kilka propozycji.

Pokochaj zieleń

Osiedla przypominające betonowe pustynie to ponury widok. Chyba każdy z nas wolałby mieszkać w sąsiedztwie parku lub alei ze szpalerem drzew. Zieleń koi nerwy i poprawia humor. W Japonii działa nawet program zachęcający obywateli do "kąpieli leśnych", czyli długich spacerów i chłonięcia przyrody wszystkimi zmysłami. Jego zwolennicy twierdzą, że służy to zdrowiu - poprawia odporność, reguluje ciśnienie krwi i pomaga walczyć ze stresem. Pożytki, jakie mamy z drzew można by wymieniać długo: produkują tlen, spowalniają erozję, łagodzą skutki skrajnych temperatur. A do tego tworzą schronienia dla dziesiątek stworzeń.

Wspieranie bioróżnorodności to zadanie, którego może się podjąć każdy z nas. Jeśli dysponujesz ogrodem, zadbaj, by znalazły się w nim rośliny, które przyciągną miejskich zapylaczy oraz krzewy takie jak dzika róża lub berberys, które dostarczą pokarmu ptakom. Perfekcyjnie przystrzyżona trawa może i zaimponuje sąsiadom, jednak miejska fauna zdecydowanie woli trawniki przypominające łąkę, a więc rosnące wysoko i pełne kwiatów. Odpowiednie mieszanki nasion można kupić np. na stronie Fundacji Łąka.

Nie masz ogrodu? Nic nie szkodzi! Miododajne rośliny można hodować także na balkonie. Ogród nie jest niezbędny także do tego, by sadzić drzewa. Wystarczy się zgłosić do akcji zadrzewiania. Takie wydarzenia odbywają się w większości polskich gmin. Organizuje je m.in. Klub Gaja, który co roku w Święto Drzewa (10 października) zaprasza wszystkich do sadzenia drzewek w miastach i na wsi.

Pij kranówkę

Jeśli jesteś przyzwyczajony do picia wody mineralnej, nie musimy ci tłumaczyć, ile plastikowych śmieci generuje ten nawyk. Alternatywa jest tania i łatwo dostępna - to zwykła kranówka. Woda wodociągowa w większości polskich miast jest zdatna do picia i bezpieczna. Nie trzeba jej nawet przepuszczać przez dodatkowe filtry ani gotować.

W tym momencie ktoś może zapytać: Ale jak to? Przecież po ugotowaniu kranówki w czajniku zostaje ten ohydny kamień. To prawda, osad w czajniku nie wygląda zbyt apetycznie, ale nie tworzą go żadne "zanieczyszczenia", tylko wytrącające się w czasie gotowania węglany wapnia i magnezu. Owszem, te związki mogą zaszkodzić pralkom (dlatego warto używać środków do zmiękczania wody), jednak nie zdrowiu większości z nas. Mało tego - dla osób z niedoborami wapnia i magnezu kranówka jest świetnym suplementem. Przeciwwskazaniem do picia wody prosto z kranu są jednak choroby nerek. Minerały mogą spowodować tworzenie się kamieni nerkowych, więc lepiej przegotować wodę przed spożyciem, jeśli mamy powody, by się tego obawiać.

Co mają zrobić osoby, którym kranówka nie smakuje, bo przyzwyczaiły się do picia wody gazowanej? Sposób na nasycenie wody bąbelkami jest prosty - wystarczy kupić wielorazowy syfon. Smak można urozmaicić także różnymi dodatkami, takimi jak owoce lub listki mięty. Taki napój jest nie tylko bardziej ekologiczny, ale i zdrowszy niż sklepowe wody smakowe, które często zawierają mnóstwo cukru.

Największą przewagą butelkowanych wód jest ich dostępność. Gdy jesteśmy poza domem, dużo łatwiej kupić w sklepie napój, niż znaleźć ujęcie wody wodociągowej. Rozwiązaniem są wielorazowe butelki, które można napełnić w domu, ale bywa, że zapomnimy ich zabrać ze sobą. Na szczęście kampanie promujące kranówkę przynoszą efekty. Coraz więcej restauracji w Polsce podaje wodę z kranu za darmo, a władze miast instalują na ulicach poidełka, które przynoszą ulgę spragnionym spacerowiczom.

Nadmiar wody zatrzymywanej przez organizm
Shutterstock

Segreguj śmieci

Tak, tak, wiemy, to nie takie proste, jak się wydaje, zwłaszcza odkąd wdrożono przepisy, według których jest aż pięć kategorii odpadów. Na początku zasady prawidłowej segregacji mogą przytłaczać, ale przecież nie święci garnki lepią. Istnieje wiele trików, które ułatwią recycling.

Reguła pierwsza: jeśli nie lubisz segregować śmieci, to produkuj ich jak najmniej. Na zakupy chodź z własną siatką i cienkimi woreczkami, które zastąpią "zrywki" (możesz je kupić online lub samodzielnie uszyć np. ze starej firanki). Gdy tylko możesz, kupuj produkty na wagę i pakuj je we własne opakowania. Przestań marnować żywność - wykorzystuj nie tylko resztki, ale też obierki, czerstwy chleb, warzywa z rosołu itp. (czy wiesz, że z liści rzodkiewki można zrobić pyszne pesto?). Dwa razy pomyśl, zanim wyrzucisz domowe sprzęty. Może da się je jeszcze naprawić? A może mogą komuś jeszcze posłużyć? Na Facebooku istnieją grupy, na których możesz ogłosić, że chcesz oddać swoje "graty z chaty". 

To tylko kilka pomysłów na to, jak wytwarzać mniej śmieci. Więcej sugestii znajdziesz, wpisując w wyszukiwarkę hasło "zero waste". Najbardziej radykalni wyznawcy tej filozofii twierdzą, że ich śmieci z całego roku mogą się zmieścić do półlitrowego słoika. Jeśli jednak tobie nie udaje się osiągnąć tak imponującego wyniku, nie zamartwiaj się, tylko skup na recyclingu.

Zacznij od ustawienia osobnych koszy na każdy rodzaj śmieci. Nie mieszczą się wszystkie pod zlewem? Nic nie szkodzi. Przecież suche surowce takie, jak papier czy szkło, nie psują się i nie zaczynają brzydko pachnieć. Pojemniki na takie odpady mogą stać "na widoku" w kuchni lub na korytarzu.

Kolejny krok to segregacja. Zasady sortowania śmieci na pierwszy rzut oka wydają się skomplikowane i najeżone dziwacznymi wyjątkami. Jednak praktyka czyni mistrza. Za pierwszym razem możesz zapomnieć, że karton po mleku nie powinien trafić do kosza "papier", tylko "metale i tworzywa sztuczne", ale w końcu się tego nauczysz. A jeśli masz wyjątkowo dziurawą pamięć, wystarczy, że powiesisz koło śmietników wydrukowane zasady segregacji odpadów lub zainstalujesz w telefonie specjalną aplikację.

Pojemniki do segregacji śmieci / shutterstock
Pojemniki do segregacji śmieci / shutterstock

Podróżuj świadomie

W żadnym razie nie chcemy namawiać do rezygnacji z wakacji. Warto jednak pomyśleć o tym, jaki ślad węglowy zostawiają nasze wojaże, i czy da się znaleźć sposoby podróżowania bardziej przyjazne środowisku.

Gdy na rynek weszły tanie linie lotnicze, Polacy (i nie tylko) oszaleli na ich punkcie. W sieci zaroiło się od poradników, jak polować na najlepsze okazje i stron śledzących na bieżąco lotnicze promocje. Popularni blogerzy opisywali, jak spędzają weekendy w europejskich stolicach, nie płacąc za bilety więcej niż 100 złotych.

Tanie loty mają oczywiście wiele zalet. Dzięki nim kawał świata mogli zwiedzić nawet ci, których wcześniej nie było na to stać, a osoby pracujące za granicą miały możliwość częstszego odwiedzania bliskich. Jednak w okresie zachłyśnięcia się ofertą tanich przewoźników, mało kto mówił o cenie, jaką za nasze podróże płaci planeta. A jest ona niestety niemała. Najwięcej paliwa spala się podczas startu i lądowania, a więc krótkie loty i podróże z przesiadkami są nieekonomiczne.

Emisja CO2 na kilometr w przeliczeniu na jednego pasażera samolotu wynosi od 115 g do 330 g (dla porównania: na jedną osobę podróżującą pociągiem przypada tylko 15 g/km). Niektórzy naukowcy wskazują, że jeszcze większym problemem są smugi kondensacyjne, które również przyczyniają się do efektu cieplarnianego.

Dla lotów międzykontynentalnych niełatwo znaleźć alternatywę, ale po Europie można łatwo przemieszczać się koleją. Co prawda taka podróż trwa nieco dłużej, ale czy musi być mniej komfortowa? Jeśli wybierzemy wagon sypialny, nawet nie zauważymy, jak zleci nam podróż. Dobrym pomysłem jest także korzystanie z serwisów carpoolingowych. Podróżując jako pasażer czyjegoś samochodu, nie tylko ograniczymy ślad węglowy, ale i oszczędzimy pieniądze oraz zyskamy okazję do zawarcia ciekawej znajomości.

Ogranicz mięso

To rada, która może się wydać kontrowersyjna. W końcu wegetarianie i weganie nie mają najlepszej prasy. Wielu osobom kojarzą się z męczącymi nudziarzami, którzy nic tylko prawią innym kazania. Ale może warto jednak wysłuchać ich argumentów?

Nawet jeśli nie czujesz współczucia wobec zwierząt, które często spędzają życie w potwornych warunkach, powinieneś wziąć pod uwagę wpływ, jaki przemysłowa produkcja mięsa ma na klimat. Wielkie farmy wytwarzają przede wszystkim olbrzymie ilości metanu oraz podtlenku azotu, które mają znacznie większy potencjał tworzenia efektu cieplarnianego niż dwutlenek węgla. Do tego masowa hodowla wymaga gigantycznych ilości wody oraz pastwisk, które często powstają na miejscu wyciętych lasów.

Rezygnacja z mięsa jest trudna i mało komu udaje się z dnia na dzień przejść na w pełni warzywną dietę. Dlatego polecamy metodę małych kroczków. Jeśli codziennie jesz mięso na obiad, spróbuj na początek raz lub dwa razy w tygodniu zastąpić je jarskim posiłkiem. Roślinna kuchnia to nie tylko mdłe surówki. W sieci znajdziesz mnóstwo przepisów na zapiekanki, warzywne gulasze, sosy do makaronu i inne pyszności.