Wspólne kibicowanie w gronie rodziny

Wspólne kibicowanie w gronie rodziny (Shutterstock)

"Na ten dzień czekaliśmy cały rok. To było dla nas święto"

Chociaż od sukcesów Adama Małysza minęło już kilkanaście lat, skoki narciarskie wciąż cieszą się ogromną popularnością wśród Polaków. Gromadzą przed telewizorami całe rodziny i wywołują mnóstwo emocji.

Pierwsze dni Pucharu Świata 2019/2020 były dla Polaków średnio udane. Rywalizacja jest jednak bardzo wyrównana i trudno jeszcze wskazać zwycięzcę sezonu. Nic dziwnego, że fani skoków narciarskich, z którymi się spotykamy, siedzą jak na szpilkach. Ta dyscyplina sportowa ma w sobie pewien niesamowity dar wzmacniania więzów rodzinnych. Tu wspólne oglądane rozgrywek jest zdecydowanie częstsze niż choćby w piłce nożnej.

"Leć Adam, leć!"

Adam, 40-letni nauczyciel z Warszawy, doskonale pamięta moment, w którym zakochał się w skokach narciarskich. Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że były to czasy sukcesów Adama Małysza. Mówi krótko: - Niedziela, wszyscy przy stole. Doskonale wiedzieliśmy, kiedy włączyć telewizor. Jakie to było napięcie! - opowiada.

- Włodzimierz Szaranowicz, komentator na miarę Ciszewskiego, jego fantazja narratora, stopniowanie napięcia, ogromna wiedza i rzetelność wypowiedzi! To on nas wszystkich nauczył, wprowadził w arkana tego sportu, dzięki jego komentarzom wiedzieliśmy, co to jest telemark, punkt K na skoczni, spóźnione odbicie, noszenie, wiatr pod narty, skoki i loty, dzięki niemu i naszym zawodnikom staliśmy się wszyscy specjalistami w dziedzinie skoków narciarskich - śmieje się Adam, ale trudno nie przyznać mu racji. To były czasy, w których jedność w narodzie była wręcz namacalna, a każdy Polak był znawcą skoków.

- Znaliśmy wszystkich naszych rywali - nazwiska skoczków którzy się liczyli w klasyfikacji indywidualnej, drużynowej, ich życiorysy, kariery sportowe, a nawet szczegóły z ich życia prywatnego. Martin Schmitt, Sven Hannawald, Jane Ahonen, Simon Ammann. Znaliśmy ich tak dobrze, jak kolegów z równoległej klasy ze szkoły! Pamiętam ten głód zwycięstwa, to pragnienie sukcesu. Oczywiście i bezapelacyjnie: Adam Małysz. As nad asy. Leć Adam leć. Jak on poszybował! Jak my wszyscy krzyczeliśmy, gdy pojawiały się wyniki na dole ekranu z nr 1 przy nazwisku naszego skoczka! - emocje ewidentnie udzieliły się naszemu rozmówcy. Widać, że wspomina te czasy z wielką nostalgią.

Zaciekłe dyskusje przy stole

Mistrzostwa Świata, Turniej Czterech Skoczni, Oberstdorf, Garmisch-Partenkirchen, Innsbruck, Bischofshofen - były czasy, w których każdy Polak przy stole potrafił bez zająknięcia je wymienić, i to poprawnie gramatycznie. Mali i duzi. Adam, choć nieustannie wraca pamięcią do ery Adama Małysza, dziś wraz z rodziną nadal śledzi skoki narciarskie.

- Oczywiście, oprócz zwycięstw pojawiały się i porażki. Smutne miny, grobowy nastrój. Zawód. Ale i nadzieja na przyszły sezon, że forma wróci, że nasi będą znowu liczyli się w klasyfikacji, przygotowania do olimpiady, turniejów, mistrzostw świata. Nasz sport narodowy. Od sukcesu na olimpiadzie w Sapporo w 1972 roku naszego skocza Wojciecha Fortuny dopiero teraz mieliśmy powody do dumy. Wszyscy się tym emocjonowaliśmy, rozmawialiśmy, pojawiały się sprzeczne opinie i długie rozmowy. Do dzisiaj została w nas ta tradycja, bo mam wrażenia, że już to stało się naszą rodzinną tradycją, że skoro sezon zimowy, to będziemy kibicować naszym skoczkom. Pojawili się przecież nowi zawodnicy - mówi.

Nowe pokolenia fanów

Adam i jego ojciec Krzysztof w czasie transmisji skoków wiodą prym w rodzinnym gronie. Opowiadają nastolatkom o sukcesach Polaków i zaszczepiają miłość do skoków nowym pokoleniom. Janek, syn Adama, mówi, że dużo czasu zajęło mu zrozumienie, o co właściwie w tych skokach chodzi i na jakiej zasadzie przyznaje się punkty. Gdyby nie wiedza ojca i dziadka, nie wiadomo, czy w ogóle skoki by polubił.

Z Tarchomina przenosimy się na Wolę. Już od progu słychać, że przygotowania do oglądania transmisji trwają.

- Dla naszej rodziny, tak jak pewnie dla większości kibiców w Polsce, skoki zaczęły się od Adama Małysza i jego sukcesów na początku lat 2000. To wówczas wkręciliśmy się w kibicowanie. Było szaleństwo, duże zaangażowanie, rozmowy ze znajomymi, w gronie rodzinnym - podkreśla Michał. I dodaje: - Każdy weekend w sezonie to było oglądanie transmisji w telewizji lub - duże rzadziej ze względu na obowiązki - wyjazdy i obserwowanie zawodów na żywo. Najfajniej jest w Zakopanem.

- Wspomnienia z rodzinnego kibicowania, tej atmosfery, pamiętam do dziś i - szczerze - są to jedne z moich najlepszych wspomnień związanych z rodziną. Na ten dzień czekaliśmy cały rok. To było dla nas święto - mówi Michał. Podkreśla, że jego rodzina "do dziś każdego roku przygotowuje się do startu sezonu". - Sprawdzamy kalendarz zawodów, śledzimy newsy dotyczącej naszej kadry. Ostatnio zaciekawiła nas informacja o kadrze kobiet. To ciekawe - mówi. Rozmowę co chwila przerywa nam kolejny polski skoczek, który siada na belce.

- Praktycznie zawsze lubiłem sporty zimowe, także sukcesy polskich skoczków wpasowały się idealnie w moje zainteresowania - podkreśla Mirosław. - Zawsze staraliśmy się kibicować rodzinnie - z synem, a później także z córką, która jest znacznie młodsza i nie pamięta sukcesów Adama Małysza - dodaje.

Najlepiej wspominane sukcesy polskich skoczków? - Chyba ten, gdy Adam Małysz jako pierwszy reprezentant Polski w historii wygrał Turniej Czterech Skoczni. To było coś - podkreśla Mirosław. - Dla mnie chyba też - dodaje Michał.

W konkursie, który wspólnie oglądamy Polacy nie zdobyli wysokich miejsc. - Trudno. To dopiero początek sezonu. Zobaczymy za tydzień - podsumowuje Mirosław.

Atmosferę tworzą kibice

Dla Michała nie ma znaczenia, czy kibicują przed telewizorem, czy na żywo. - W zasadzie to wszystko jedno. Nie zawsze jesteśmy u nas w domu. Spotykamy się ze znajomymi, rodziną. Zdarzały się sezony, gdy każdy kolejny konkurs Pucharu Świata oglądaliśmy u kogoś innego. To fajne przeżycie - mówi. - Ale na żywo atmosfera jest niezapomniana. Wiadomo - dodaje.

Janek nie ukrywa, jakie jest jego największe marzenie. - Zobaczyć skoki na żywo. Tata obiecał, że kiedyś pojedziemy. I dziadka też zabierzemy, jeśli zdrowie mu dopisze. Może nawet siostra da się namówić - wyznaje Janek.

Co zabawne, jest przekonany, że babcia będzie walczyć o najlepsze miejsca. - W skokach fajne jest to, że kibicują całe rodziny, także kobiety. Na przykład w piłce nożnej jest przewaga męskich kibiców. Byłem w szoku, jak podczas jednej z transmisji skoków usłyszałem, jak moja babcia z kuchni, szykując kolejną porcję kanapek, klnie pod nosem. Ewidentnie liczyła, że przeciwnikowi powinie się noga - wspomina Janek.

Cóż, nie da się ukryć, że sukcesy Adama Małysza w Pucharze Świata 2000/2001 spowodowały wzrost zainteresowania skokami narciarskimi w Polsce. Z kolei sam Małysz stał się jednym z najpopularniejszych polskich sportowców oraz znalazł się w centrum uwagi mediów i opinii publicznej. I takich idoli, jak widać potrzebujemy. Bo choć ich 5 minut minęło, sprawili, że polskie rodziny się scaliły.