Szaleństwo na punkcie skoków zaczęło się od sukcesów polskich zawodników.

Szaleństwo na punkcie skoków zaczęło się od sukcesów polskich zawodników. (Shutterstock)

Sercem z naszymi. Zaczęło się od małyszomanii, dziś to narodowy sport Polaków

Mówisz: skoki narciarskie, myślisz: świetna okazja do wspólnego kibicowania. Dla milionów Polaków początek zimy niezmiennie kojarzy się z rywalizacją na skoczniach. Skoki łączą i dają okazję do spędzania czasu z najbliższymi, ale też z nieznajomymi. We wspólnym kibicowaniu Polacy są bowiem najlepsi na świecie i konsekwentnie to pokazują.

Na początek krótki obrazek sprzed kilku miesięcy. Luty. W ramach mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym skoczkowie rywalizują w Innsbrucku. Nasza kadra świetnie spisuje się przez cały sezon, ale akurat w dniu walki o medale lepsi okazują się inni. Nie szkodzi, trybuny i tak są biało-czerwone i radosne. "Jestem z Polski, tak jak Kamil Stoch" - głosi napis na koszulce jednego z kibiców.

I tak od kilkunastu lat. Zmieniają się nazwiska na polskich flagach i transparentach, pozostaje najwyższa jakość wspierania swoich zawodników. A tak naprawdę nie tylko swoich. Zakopane od lat jest uznawane za najlepsze miejsce do rozgrywania konkursów skoków, bo tam - jak nigdzie indziej - 25-tysięczny tłum kibiców chce każdego skoczka ponieść jak najdalej. Polscy kibice opanowują jednak nie tylko zakopiańską Wielką Krokiew czy skocznię imienia Adama Małysza w Wiśle.

Dowód? Choćby Norwegia, gdzie na konkursy miejscowi zapraszają w dwóch językach - swoim i polskim. Wiedzą, że pracujący u nich rodacy polskich zawodników chętnie ubarwią widowisko na skoczni w Oslo, czyli w kolebce narciarstwa klasycznego. Gdy kilka tygodni temu zaczynał się sezon w Wiśle, dziennikarze pytali polskich skoczków, na ile pomaga im to, że będą skakali u siebie, a więc przed swoją publicznością. - Przecież my zawsze skaczemy przed swoją publicznością, polscy kibice są wszędzie - padały zgodne odpowiedzi.

Niespodziewany początek

Wszystko zaczęło się od wybuchu małyszomanii. Polski mistrz stał się największą gwiazdą skoków z przyjściem pierwszych dni 2001 roku. Wygrał Turniej Czterech Skoczni, osiągając największą przewagę nad rywalami w historii tej imprezy. Wielka Krokiew tamtej zimy nie załapała się do kalendarza Pucharu Świata, ale kilka dni po Turnieju zawody odbywały się w Harrachovie. Czesi policzyli, że na organizowane przez nich zawody przyjechało 8 tysięcy Niemców i aż 30 tysięcy Polaków.

W tym czasie nie zawsze biało-czerwony tłum był przyjaźnie nastawiony do świata i rywali. Jako kibice zaliczyliśmy krótki, ale burzliwy okres przejściowy. Dobrym - choć nie jedynym - przykładem może być niechęć okazywana jednemu z czołowych zawodników drużyny Niemiec. W 2002 roku w Harrachovie Sven Hannawald został przez Polaków obrzucony śnieżkami. Atmosfera była tak napięta, że rok później Niemiec przyjechał do Zakopanego z własną ochroną.

Nagle wszystko się zmieniło. Po zawodach, nie przestając się uśmiechać, opowiadał, że miejsce obaw zajęły wzruszenie i wdzięczność. Wygrał oba zakopiańskie konkursy, po obu na podium stawał razem z polskim mistrzem, dwukrotnie wówczas trzecim. Kiedy pobił rekord skoczni, był tak fetowany, że zdjął kask i zaczął się kłaniać, zwracając się po kolei w kierunku każdej trybuny. - Megasupergenialnie - mówił, pytany o swoje odczucia. Przekonywał, że tych zawodów nie zapomni do końca kariery, że były najlepsze w jego życiu.

Niespodziewana zmiana

Polscy kibice przeszli przemianę trudną do uwierzenia. Przykład dali nasi zawodnicy, którzy przy każdej okazji uczyli i uczą kultury oraz uczciwej rywalizacji. Współczesne skoki, choć nie przestały być sportem ekstremalnym, trochę zmieniły swój charakter. Kilkanaście lat wstecz mocniej akcentowały rywalizację, teraz wyróżniają się dobrymi relacjami, które łączą głównych bohaterów. Świat się zmniejszył, zawodnicy znają się lepiej, choćby dzięki mediom społecznościowym. Ich gesty w trakcie zawodów - wzajemne gratulacje, obejmowanie się, publiczne zauważanie i docenianie sukcesów rywali - są po prostu wychowawcze. To oducza negatywnego nastawienia. I - patrząc na cały sport - trudno znaleźć inną dyscyplinę, która jednoczy zawodników oraz kibiców w takim stopniu jak skoki.

Nic się nie zmieniło. Do Zakopanego nadal przyjeżdża mnóstwo fanów skoków. Na trybunach cały czas trwa dobra zabawa. Nie ma ekscesów, kibice niczego na swoich idolach nie próbują wymusić, nauczyli się grzecznie prosić. Skoki w Polsce to impreza, która pozytywnie nastraja ludzi.

Kosze słodyczy dla rywali i czekolada dla wszystkich

Negatywnych emocji wśród polskich kibiców od dawna nie budzi też żaden zagraniczny zawodnik. Rywale naszych skoczków czują się u nas jak gwiazdy rocka. Pozują do zdjęć, rozdają autografy, dostają prezenty, m.in. kosze słodyczy.

Nawet dawni niemieccy mistrzowie, którzy nie skaczą od lat, wciąż odbierają wyrazy uznania. Zgodnie mówią, że Polacy są najaktywniejszą i najliczniejszą grupą obserwatorów ich kanałów w mediach społecznościowych. Nasi rodacy przebijają nawet rodaków byłych mistrzów. A nasi skoczkowie? Wystarczy popatrzeć na popularność niektórych z nich właśnie w sieci.

A Wisła, w której od kilku lat zaczynają się kolejne sezony Pucharu Świata, zaczyna się kojarzyć z czekoladą. Każdego dnia tysiące kibiców pod skocznią rozgrzewają się tym słodkim napojem, a nie - jak to bywało przed laty - procentami.

"Sercem z naszymi"

W tę atmosferę wspólnego kibicowania od lat włącza się Milka. W ramach kampanii "Sercem z naszymi" prowadzi szereg działań, które promują skoki i poszerzają wiedzę o nich wśród kibiców. Milka wspiera nie tylko skoczków reprezentacji, ale też adeptów tego sportu. Właśnie po to powstał długofalowy projekt wspierania młodych skoczków. Wspólne kibicowanie zbliża i daje okazję do rozmów. Także przy czekoladzie.