fot. shutterstock

fot. shutterstock ()

Altruizm nasz powszedni. Pięć powodów, dla których warto pomagać

Mówienie o "korzyściach z altruizmu" wydaje się czymś niestosownym - przecież istotą altruizmu jest właśnie niemyślenie o tym, czy coś się tobie opłaci. Jednak pomaganie innym to rzadki przykład sytuacji, w której wygrać mogą wszyscy. Co zatem możesz zyskać pomagając innym? Oto kilka przykładów.

Jesteś zdrowszy i szczęśliwszy

Istnieje wiele badań, które wskazują, że altruiści żyją dłużej i cieszą się lepszym zdrowiem niż ludzie, którzy myślą tylko o sobie. Choć teza, że pomaganie innym wydłuża życie jest trudna do udowodnienia naukowo, altruistyczne zachowania pomagają złagodzić stres, który obniża obniża odporność i jest ważnym czynnikiem ryzyka m.in. chorób układu krążenia. 

Satysfakcja ze zrobienia dobrego uczynku potrafi być tak głęboka, że wiele osób doświadcza zjawiska nazywanego helpers high - nagłego "kopa energetycznego" i poczucia euforii. Odpowiadają za to endorfiny, których poziom gwałtownie wzrasta, gdy komuś pomagamy. 

Bardziej doceniasz to, co masz

"Przestań się użalać, inni mają większe problemy" - każdy, kto usłyszał podobne zdanie w czasie życiowego dołka, nienawidzi go całym sercem. Słuchanie o "tych, co mają gorzej" zdecydowanie nie poprawia humoru. Gorszą torturą jest chyba tylko rozmyślanie o "tych, co mają lepiej".

A jednak z jakiegoś powodu sami lubimy ją sobie zadawać. Pół biedy, kiedy ci, z którymi się porównujemy są może lepsi, ale tylko odrobinkę - pragnienie dogonienia ich bywa motywujące. Niestety, odkąd istnieje Instagram, stale towarzyszy nam świadomość, że świat zaludniony jest przez ludzi pięknych, młodych i posiadających własne jachty. Z nimi nawet nie ma co stawać w szranki.

Gdy jednak angażujesz się w działalność dobroczynną, możesz nagle sobie uświadomić, że to ty możesz być dla kogoś obiektem zazdrości. W dodatku nie z powodu posiadania jachtu, tylko zupełnie zwykłych rzeczy - zdrowia, wspierającej rodziny, dachu nad głową. 

Rezultatem bywa nieokreślone poczucie winy. Szczególnie wrażliwi społecznicy popadają czasem w rodzaj "pomocoholizmu", wierząc, że skoro sami dostali od losu wiele, teraz ich obowiązkiem jest pomagać ile się da. Uwaga - to prosta droga do wypalenia. 

Przemęczony i dręczony wyrzutami sumienia nie tylko nie będziesz mógł pomagać innym, ale zaszkodzisz sobie sam. Postaraj się więc w takiej sytuacji wrzucić na luz i zamiast wyrzucać sobie, że masz "za dużo", zacznij po prostu to doceniać i cieszyć się codziennością.

fot.  shutterstock.com

Poszerzasz horyzonty

Obecnie wiele mówi się o szkodliwości zamykania się w "bańkach informacyjnych". Zjawisko to polega na tym, że serwisy takie jak Facebook i Google serwują nam głównie treści wyselekcjonowane na podstawie naszych zainteresowań, historii wyszukiwania itp. Co w tym właściwie szkodliwego? Ano to, że często hamuje to nasz rozwój - widzimy tylko takie newsy, które utwierdzają nas w poglądach, nie poznajemy nowych aspektów rzeczywistości, bo algorytmy podsuwają głównie to, co już znamy i lubimy.

Nasze "bańki" uszczelnia jednak nie tylko technologia. W pewnym momencie życia osiągamy stabilizację, która może przerodzić się w stagnację. Mamy stałe grono znajomych o podobnym trybie życia, bezpieczną pracę, stały rytm dnia...

Altruizm jest jednak siłą, która może wyrwać ze strefy komfortu. Prawdziwe zaangażowanie w pomoc innym nie powinno polegać jedynie na dawaniu jałmużny - gdy szczerze zależy ci na czyimś dobru, starasz się go zrozumieć. A to otwiera oczy na zagadnienia, o których wcześniej nie myślałeś. Przykładowo - po kilku spacerach w towarzystwie osoby na wózku, zaczniesz dostrzegać, że zupełnie "normalna" ulica czy budynek mogą być okrutnymi torami przeszkód.  

fot.  shutterstock.com
fot. shutterstock.com

Uczysz się, że życie nie jest czarno-białe

Dziecko walczące z białaczką, uczciwa rodzina, która straciła majątek w pożarze, schorowany weteran Powstania Warszawskiego - takim osobom współczuć jest "łatwo". 

Ale co z tymi potrzebującymi, których sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana? 

Przysypiający w autobusie bezdomny budzi u współpodróżnych obrzydzenie, a nie pragnienie pomocy. Choć każdy zapewnia, że współczuje chorym, często okazuje się, że to współczucie ma swoje ograniczenia - bo przecież osoby otyłe lub uzależnione są "same sobie winne".

Jeśli jednak zadamy sobie nieco trudu i wyciągniemy rękę także do tych potrzebujących, którymi większość społeczeństwa gardzi, możemy się przekonać, że obiegowe opinie o tym, że cierpią "na własne życzenie" niekoniecznie są prawdziwe (bo przecież kto życzy sobie, żeby cierpieć?). To cenny trening nie tylko empatii, ale i krytycznego myślenia. Im głębiej potrafimy współczuć innym, tym lepiej potrafimy rozumieć czyjeś motywacje i poglądy, jesteśmy też mniej podatni na szkodliwe uproszczenia.

Zawierasz ciekawe znajomości

Początkujący wolontariusze zgłaszający się np. do pomocy osobom starszym lub chorym, rozmyślają często o tym, ile mogą dać innym. Rzadko biorą pod uwagę, że mogą także sporo od nich dostać. W końcu to, że "podopieczni" wymagają pomocy przy niektórych czynnościach, nie oznacza, że nie mogą być ciekawymi osobami. Niedołężna emerytka może okazać się kopalnią anegdot z młodości, "trudny" nastolatek za korepetycje z matematyki odwdzięczy się kursem używania TikToka, a imigrant, któremu pomogłeś pozałatwiać formalności, nauczy cię gotować przysmaki ze swojej ojczyzny.

Warto także poznać bliżej innych pomagających. To łatwiejsze niż zawieranie znajomości na imprezach - macie tyle wspólnych tematów i doświadczeń, że możecie pominąć etap nudnych pytań typu "skąd jesteś?" i "czym się zajmujesz zawodowo?". Do tego wolontariat czy działalność charytatywna przyciąga mnóstwo bezinteresownych i otwartych osób, a to przecież idealny materiał na przyjaciół.

Dajesz dobry przykład dzieciom

Oto scena znana wielu rodzicom: jest piękne jesienne popołudnie, idziesz z dzieckiem na plac zabaw. Już z daleka widzisz panią Alę - sympatyczną mamę Krzysia, kolegi z przedszkola twojej pociechy. Dzieciaki natychmiast ruszają w stronę piaskownicy, a wy ucinacie sobie miłą pogawędkę. Nagle waszą rozmowę przerywa rozdzierający krzyk. Zanim jeszcze spojrzysz w stronę piaskownicy, domyślasz się, co się wydarzyło: pewnie Krzyś znowu nieopatrznie sięgnął po jedną z pięciu łopatek, które twój maluch przyniósł ze sobą na plac zabaw.

Jak zachować się w takiej sytuacji? Trudno znaleźć dobre rozwiązanie - w końcu nawet przedszkolak ma prawo nie życzyć sobie, żeby ktoś ruszał jego rzeczy. Z drugiej strony, brak reakcji sprawi, że Krzysiowi będzie przykro, narazi też na szwank przyjaźń z panią Alą. Tylko jak przemówić do rozsądku upartemu kilkulatkowi?

Rozkazami i groźbami możesz zmusić go do pożyczenia łopatki, ale licz się z tym, że wróci z placu zabaw zestresowany i rozżalony. Dużo lepszą, choć bardziej pracochłonną metodą jest wpojenie mu, że dzielenie się z innymi jest czymś fajnym. Dzieci uwielbiają naśladować dorosłych i najlepiej uczą się, obserwując rodziców. Jeśli więc będziesz pokazywał synowi lub córce, jak sam zachowujesz się altruistycznie, znacząco wzrosną szanse na to, że maluch szybko wyrośnie z fazy "to moje, nie dam!" i pójdzie w twoje ślady.