fot. materiał partnera

fot. materiał partnera ()

Szlachetna Paczka. "Wolontariuszka bała się, że tej rodziny nikt nie wybierze"

Najbardziej chwytają za serce historie rodzin z małymi dziećmi, ale w potrzebie są także osoby starsze i schorowane. Dzięki akcji Szlachetna Paczka każdy może liczyć na pomoc. Ludzi o dobrym sercu są tysiące.

"Daj wędkę, a nie rybę" - głosi stare porzekadło. Teoretycznie pomaganie jest proste. Sztuką jednak jest robić to mądrze. Przekazanie komuś gotówki, gdy nasz budżet na to pozwala, nie jest niczym niezwykłym. Pytanie, czy taka pomoc faktycznie coś więcej za sobą niesie - zarówno obdarowanemu, jak i darczyńcy. W tym kontekście Szlachetna Paczka jest czymś absolutnie fenomenalnym - wolontariusze szukają rodzin, którym potrzebna jest pomoc, analizują zgłoszenia, często nawiązują przyjaźnie z podopiecznymi. Chociaż pracują właściwie przez cały rok, kulminacyjnym punktem ich działań jest rozdawanie świątecznych paczek, zawierających dary, które zaspokoją potrzeby rodziny.

Nie samą pracą człowiek żyje

Do Szlachetnej Paczki dołączają duże firmy. Wsparcie finansowe to jedno, bo jak się okazuje - można zrobić coś więcej. Elżbieta Lewy jest pracownicą banku BNP Paribas. Jest też jednym z około 100 liderów w firmie, którzy już drugi rok angażują się w program wolontariatu pracowniczego na rzecz Szlachetnej Paczki. Wybierają rodziny, którym chcą pomóc i szukają osób, które także chcą zaangażować się w akcję. Są to inni pracownicy, ale także rodzina i znajomi. Łącznie ponad 2 tysiące osób gotowych zakasać rękawy i zrobić coś dobrego dla innych.

- W zeszłym roku wzięłam udział w akcji po raz pierwszy. Chciałam komuś pomóc, ale w sposób mądry. Szlachetna Paczka jest właśnie taką akcją. Wymaga dużego zaangażowania, ale ile radości przy tym daje! - mówi Elżbieta Lewy, która wraz z pomocą innych osób przygotowała w zeszłym roku paczkę dla ubogiej rodziny z dziećmi. - Takie historie łapią za serce każdego, dlatego w teraz postanowiłam wybrać inną rodzinę. Wraz z moją grupą przygotowujemy prezenty dla starszej, chorej kobiety, którą opiekuje się 55-letni syn. Mężczyzna nie może z tego powodu pracować na pełen etat, więc ich fundusze są ograniczone, a wydatki spore - opowiada liderka Ela. Wolontariusza, która opiekowała się tą rodziną, bała się, że nikt jej nie wybierze.

Czego potrzebują? Przede wszystkim opału i to był najdroższy zakup. Na szczęście udało się go zorganizować - nie tylko dzięki zbiórce pieniędzy wśród pracowników i znajomych, ale także wsparciu finansowemu ze strony Fundacji BNP Paribas. - Jestem bardzo zadowolona, bo wynegocjowałam dobrą cenę, a przecież tu liczy się każda się złotówka. I w dodatku opał zostanie dostarczony bezpośrednio do domu - opowiada. Potrzebna jest także mikrofalówka, ponieważ starsza pani nie jest w stanie podgrzewać sobie jedzenia na kuchence gazowej.

Liczy się gest i myśl o drugim człowieku

Kiedy liderzy już wybiorą rodziny, najpierw skupiają się na zaspokajaniu potrzeb, które zostały zgłoszone. Te są naprawdę różne. Wiele z tych osób ma naprawdę ciężką sytuację. Pomoc, choćby właśnie ta jednorazowa, niejednokrotnie pomogła rodzinom stanąć na nogi. Jest też nadzieją na lepsze jutro. Dowodem na to, że nie zostali z problemem sami, że są ludzie, którzy ciepło o nich myślą. Niby zwykły prezent, a jednak z takim ładunkiem emocjonalnym, który dodaje skrzydeł. - Pamiętam panią, która w wyniku potrącenia przez samochód miała problem z ręką. Kobieta dorabiała, piekąc ciasta, jednak po wypadku było jej bardzo trudno. O czym marzyła? O robocie kuchennym. Był jej potrzebny, by mogła zarabiać pieniądze i robić to, co kocha. To jest właśnie mądre pomaganie - tłumaczy Ela.

Jednak przyznaje też, że na tym się nie kończy. W pomaganie naprawdę można się wkręcić! Człowiek po prostu zaczyna się zastanawiać, co jeszcze mógłby zrobić dla drugiej osoby, co sprawiłoby jej radość. Dlatego też w paczkach znajdują się często także upominki, będące niespodzianką dla potrzebujących. - Wiem od wolontariuszki, że starsza pani lubi czytać. Na pewno dostanie od nas książkę. To będzie taki prezent tylko dla niej - zdradza Ela. Dla syna planują kupić zegarek na rękę.

Angażują się wszyscy pracownicy. - To jest naprawdę niesamowite. Ktoś przyniesie czekolady i plastelinę dla dzieci, ktoś inny dziesięć słoików miodu - opowiada.

Ten szczególny dzień w roku

Ze świecą szukać tego, kto nie lubi pakować prezentów. Ten moment jest szczególny także dla wolontariuszy Szlachetnej Paczki. - W zeszłym roku panowała bardzo wzruszająca atmosfera. Niektórzy pracownicy zabrali swoje dzieci. Angażował się każdy. Dwie dziewczynki wpadły na pomysł, by na prezent nakleić jeszcze takie małe ciasteczka w opakowaniu. Przyznam, że trochę nas zaskoczyła ich inwencja twórcza. A potem, gdy paczka trafiła do rodziny, okazało się, że właśnie ten drobiazg wzbudził największą radość u dzieci - wspomina Ela.

Łatwo jest wyjąć pieniądze z portfela czy zrobić przelew. Szlachetna Paczka pozwala niejako wejść do domu rodziny, poznać ją i jej potrzeby. Sprawia, że zastanawiamy się, jak uszczęśliwić drugiego człowieka, który przecież teoretycznie jest nam obcy. I to jest w tej akcji najpiękniejsze.

- Tak naprawdę nigdy nie wiemy, jak potoczy się nasze życie. Czy kiedyś to nie my będziemy potrzebować wsparcia. Pomagam, ponieważ wierzę, że dobro wraca. A jak przy tym uszczęśliwia i wzbogaca człowieka wewnętrznie, to wie już tylko ten, kto tego doświadczył - podsumowuje Elżbieta Lewy.