Rodzina Steczkowskich

Rodzina Steczkowskich (Fot. Wojciech Surdziel / AG)

Niedaleko pada jabłko od jabłoni, czyli o kultywowaniu rodzinnych tradycji

W większości przypadków to właśnie najbliższe otoczenie determinuje naszą przyszłość. Wartości, tradycje, pasje oraz umiejętności naszych dziadków, rodziców i rodzeństwa nie tylko scalają rodzinę, ale mogą być także sposobem na życie.

Rodzina z tradycjami - szansa czy przekleństwo? To zależy od mądrości starszego pokolenia. Czy będą potrafili swoje wartości, pasje i umiejętności przekazać młodym? Dostrzegą i będą pielęgnować ich talenty, czy też uparcie będą próbować  zaszczepić w dzieciach utarte zwyczaje, przyzwyczajenia i tradycje? Gdy młodzi chcą iść swoją drogą, należy im na to pozwolić. A jeśli chcą podążać śladami swoich przodków - można (i trzeba!) pękać
z dumy.

Chociaż coraz częściej mówi się o tym, by nie wzorować się na gwiazdach i celebrytach, a po prostu żyć swoim życiem, w niektórych przypadkach warto brać z nich przykład. Mówi się, że "z rodziną dobrze wygląda się tylko na zdjęciach". Tym rodzinom nie udałoby się tworzyć tradycji, gdyby nie miłość, wsparcie, bezgraniczne zaufanie i wiara.

No dobrze - talent, umiejętności, smykałka i ciężka praca także miały znaczenie.

Artystyczne dusze Steczkowskich

Justyny Steczkowskiej nikomu w naszym kraju przedstawiać nie trzeba - jest prawdziwą diwą, jedną z najpopularniejszych piosenkarek. Choć to właśnie ona zrobiła największą karierę w show-biznesie, właściwie cała rodzina Steczkowskich jest uzdolniona muzycznie. Mamy tu dyrygentów i dyrygentki, wokalistki, skrzypków i skrzypaczki, kompozytorów i kompozytorki, a także basistę i pianistkę.  

Familię kojarzymy głównie jako uzdolnionych muzyków, dlatego książka Agaty Steczkowskiej (jednej z sióstr Justyny) mogła być dla wielu fanów klanu dużym zaskoczeniem. Szczególnie, że autorka zdecydowała się ujawnić w niej różne rodzinne sekrety, jak choćby to, że Stanisław Steczkowski, głowa rodziny, porzucił sutannę dla wybranki swojego serca.

"Mama nie uwiodła taty. Tato kochał mamę. Jakby jej nie kochał, nic by z tego nie było. Oni ten związek zbudowali na miłości, zrozumieniu i przyjaźni. Jedno za drugim poszłoby w ogień, pomimo absolutnie różnych charakterów" - zapewniała w rozmowie z "Vivą!" Agata Steczkowska. Jak w każdej rodzinie, tak i w tej musiały istnieć pewne tematy tabu, które z jednej strony scalały, a z drugiej jednoczyły jej członków. Pytanie, czy zwykłego Kowalskiego powinno to w ogóle obchodzić? To, z czego słynie rodzina Steczkowskich, to przede wszystkim muzykalność, jedność, miłość. Nawet jeśli może to być tylko wykreowany medialnie obrazek, daje nadzieję, że rodziny z tradycjami jeszcze istnieją.

11/12/98 POZNAN KOLEDY POSPIESZALSKICH I STECZKOWSKICH FOT PRZEMYSLAW GRAF 1220 PLYTA POZNAN NR 002
Fot. Przemysław Graf / Agencja Gazeta

Bo kto z nas nie marzył kiedyś, by w czasie świąt Bożego Narodzenia wraz z całą, kilkudziesięcioosobową rodziną zaśpiewać "Cichą Noc" przy kominku? Inaczej sobie przecież Steczkowskich nie wyobrażamy.

"To tato zawsze mówił, szczególnie nam, dziewczynom, jakie my jesteśmy mądre, piękne, utalentowane i niezwykłe" - wspominała Justyna w rodzinnym wywiadzie dla "Vivy!". Dzięki takiemu wsparciu kobiety z rodu Steczkowskich wydają się  niezwykle silne. "Rodzice byli mądrymi rodzicami, ale przede wszystkim kochającymi się. Najważniejsze, co moim zdaniem wyniosłam z domu, to świadomość, jaką czystą miłością się darzyli. Moja matka dałaby się zabić za ojca, a ojciec za matkę. My byliśmy owocem tej miłości, a nie klejem scalającym ich małżeństwo. Rodzice świetnie przeżyliby swoje życie bez nas, tylko we dwoje. Tym większy mam dla nich szacunek za to, że nas zaprosili do swojego życia, ukochali i z takim poświęceniem wychowali" - mówiła w tym samym wywiadzie Agata.

Zamiłowanie do gotowania

Nic tak nie zbliża rodziny, jak wspólne biesiadowanie przy stole. Zabawnie jest jednak dopiero wtedy, gdy przynajmniej połowa osób znajdujących się przy stole pasjonuje się gotowaniem.

"Mając w domu człowieka, który gotował od zawsze, trudno było tej pasji nie przejąć. A z kolei jego pasja wzięła się od prababci, która dużo gotowała, lubiła to robić i przekazała tę wiedzę wnukowi, czyli mojemu ojcu. Potem już u nas w domu wszystko kręciło się wokół kuchni, bardzo rzadko wychodziliśmy do restauracji" - mówił w wywiadzie dla "Coca-cola Journey" Jakub Kuroń, syn słynnego kucharza - Macieja Kuronia. "Gotowanie było fajne, bo wokół niego toczyło się życie, wszystkie rozmowy" - podkreślał.

Rodzinny dom Kuroniów zawsze był otwarty dla gości, a głodny nikt nigdy nie wyszedł. "Jak szliśmy z ojcem na zakupy, czasami jeden wózek to było mało. Ale też trzeba pamiętać, że byliśmy wielodzietną rodziną, dwóch braci i siostra,
i otwarty dom. Do tego stopnia, że w naszym domu w Izabelinie klucz na stałe był w zamku w drzwiach, ale na zewnątrz. Tak, żeby nikt nie zawracał głowy dzwonieniem czy pukaniem, tylko po prostu wchodził. Jak robiliśmy tak wielkie zakupy, to wiadomo było, że komuś rozdamy część żywności, bo mój ojciec miał syndrom żywiciela. A co do reszty produktów, zastanawialiśmy się z mamą, jak to wszystko przerobić. No i później zaczynały się przygotowania. U nas zawsze było tak, że wszyscy braliśmy w nich udział. A znam rodziny, gdzie jedna matka polka staje w kuchni" - wspominał w wywiadzie dla portalu Wyborcza.pl Jan Kuroń.

Gotowanie stało się pasją także Grażyny - córki Macieja Kuronia. Jan prowadził programy kulinarne w telewizji, a Grażyna wystąpiła w 6. edycji programu "Master Chef". Mieć tak znanego w branży kulinarnej ojca i wystartować w popularnym telewizyjnym show? To dopiero trzeba mieć dystans do siebie! Ale właśnie to, poza niesamowitym talentem do gotowania, wyróżnia rodzinę Kuroniów - pozytywne nastawienie do życia, pasja i duma z tego, z jakiej rodziny się pochodzi.

11.09.2011 , SOSNOWIEC , WNUK JACKA KURONIA JAKUB KURON GOTUJE KURONIOWKE  PO UROCZYSTOSCI NADANIA IMIENIA JACKA KURONIA PARKOWI W DZIELNICY KAZIMIERZ GORNICZY .  FOT . DAWID CHALIMONIUK /  AGENCJA GAZETA
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Aktorstwo we krwi

Słyszysz "Damięccy", myślisz "Maciej, Matylda, Mateusz"? Aktorskie tradycje rodu Damięckich sięgają znacznie dalej. Zacząć należy od Dobiesława Damięckiego, urodzonego w 1899 roku. Był aktorem i reżyserem. On i jego żona (również aktorka) Irena Górska-Damięcka doczekali się dwóch synów - Macieja i Damiana, którzy poszli w ślady rodziców i również zostali aktorami. Matylda, Mateusz (dzieci Macieja oraz Joanny Stankiewicz, również aktorki) i Grzegorz (syn Damiana) poszli w ślady swoich dziadków i rodziców.

Mając takie korzenie, trudno nie przesiąknąć aktorsko-teatralnym światem. Chociaż mówi się, że lepiej nie przynosić pracy do domu, w rodzinach artystów na ogół trudno taką zasadę wprowadzić. Dzieci bardzo często towarzyszą rodzicom w pracy, są zabierane na różne branżowe wydarzenia, w ich domach goszczą osoby z pierwszych stron gazet. Jeśli więc w kolejnym pokoleniu przejawia się talent aktorski lub muzyczny, nie tylko łatwiej się wybić, ale często też po prostu nie wypada pójść inną drogą.

Talent obroni się sam, co doskonale widać na przykładzie Mateusza Damięckiego, który ma na koncie wiele ról filmowych i serialowych, cieszy się dużą popularnością wśród Polaków. I jak sam podkreśla, za sukcesem stoi ciężka praca. "Od małego słyszałem, że ja mam łatwiej, bo mam nazwisko. Ja starałem się stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej, jak zrozumiałem, że mam nazwisko, a nie mam imienia. Można przyjść na casting 'z ulicy' i zrobić wrażenie na reżyserze i producencie" - mówił w rozmowie z dziennikarzem Pawłem Kłodą.

BRACIA DAMIECCY - WYSTEPY W WIEZIENIU
JACEK PIOTROWSKI

Rodzinny biznes na dużą skalę

Początki firmy Mokate, jednego z największych w Polsce koncernów spożywczych, sięgają lat 90. Jej założycielką jest Teresa Mokrysz. W firmie pracują także jej dzieci - Sylwia i Adam. Syn zaczynał od najniższego szczebla, a córka - ze względu na swoje zamiłowanie do języków - prowadziła na początku korespondencję z zagranicznymi kontrahentami.

"Nie miałam jakiegoś specjalnego programu wychowawczego, aby zainteresować dzieci firmą. Siłą rzeczy słyszały, o czym rozmawiamy z mężem, wiedziały, co nas pasjonuje, i powoli zaczynało je to wciągać" - opowiadała w 2015 r. na łamach "Forbesa" Teresa Mokrysz.

Dziś Adam Mokrysz jest prezesem Grupy Mokate. Odpowiada za rozwój całej grupy firm i nowe kierunki biznesowe. Natomiast Sylwia Mokrysz, jako prokurent i członek zarządu Mokate SA w Ustroniu, wyznacza m.in. strategię i realizuje plany ekspansji herbat Mokate - w skali globalnej i w kraju. Jest wyjątkowo zaangażowana w działania marketingowe, co zaowocowało tym, że herbaty LOYD stały się naprawdę silną i dobrze rozpoznawalną marką.

24.05.2005 KATOWICE RESTAURACJA CHOPIN MAMY I CORKI FOT . MACIEJ JARZEBINSKI /  AGENCJA GAZETA  TERESA MOKRYSZ ZALOZYCIELKA FIRMY MOKATE I SYN ADAM PLYTA KATOWICE NR 173
FOT. MACIEJ JARZEBINSKI/ AG

Za sukcesem firmy z pewnością stoi ciężka praca, innowacyjność, zaangażowanie i jakość. Nie bez znaczenia jest także siła rodziny.

"Celem sukcesji w firmie rodzinnej nie jest przekazanie majątku, ale realizacja marzenia założycieli, że ich dzieło nie odejdzie w zapomnienie, ale będzie kontynuowane przez kolejne pokolenia. Planowana sukcesja to proces trwający wiele lat, jego udane zakończenie powinno zostać poprzedzone rozłożonymi w czasie przygotowaniami. Właściwie to powinno rozpocząć się niemal od chwili pojawienia się na świecie nowego pokolenia. Od najmłodszych lat powinno się przyzwyczajać przyszłych następców do podejmowania decyzji, co więcej, do brania za nie odpowiedzialności, oraz do współpracy z rodzeństwem. W Mokate sukcesja nie byłaby możliwa bez wsparcia wszystkich członków naszej rodziny, którzy aktywnie działają na rzecz Mokate" - mówił na łamach "Poradnika Handlowca" Adam Mokrysz.

Z kolei Sylwia Mokrysz, w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", na pytanie "jakie wartości chciałaby przekazać swoim dzieciom", odpowiedziała: "Te same, które wpoili mi moi rodzice - czyli przede wszystkim szacunek do pracy i ludzi. Chciałabym, aby wiedziały, że osiąganie sukcesów w życiu powinno wiązać się z tymi właśnie wartościami i że powinny się nimi kierować całe życie, nie tylko w biznesie. (...) Dla mnie największym autorytetem są rodzice. To, co dziś robię i kim jestem, to w dużej mierze ich zasługa" - podkreślała

I dodawała: "Zawsze byli dla mnie wzorem. Wracamy tutaj do poprzedniego pytania i kwestii wartości, które wyniosłam z domu. Wpoili mi je rodzice i jestem im za to bardzo wdzięczna. Z całą pewnością zaowocowało to pracowitością, wytrwałością, a także przekonaniem, że drobne porażki napotykane po drodze nie powinny nas przytłaczać. Nie powinniśmy rezygnować z wytyczonych celów. Każdego dnia powinniśmy walczyć o spełnienie własnych marzeń".