'Mary Poppins powraca'

'Mary Poppins powraca' (Fot. Disney)

Mary Poppins - niani takiej, jak ona nie było wcześniej w dziecięcej literaturze

W zeszłorocznym widowisku "Strażnicy Galaktyki vol. 2" kosmiczny zabijaka Yondu krzyczy podekscytowany: "jestem Mary Poppins!". Pisarka Pamela Lyndon Travers prawdopodobnie nigdy nie myślała, że stworzona przez nią latająca niania zawędruje w tak specyficzne rejony. Już wkrótce na ekranach kin pojawi się sequel klasycznego już filmu Disneya.

Tuż przed świętami, 19 grudnia, premierę będzie miał obraz "Mary Poppins powraca", w którym główną rolę zagra tym razem Emily Blunt. Partnerować jej będą m.in. Meryl Streep i Colin Firth, a także znany z pierwszej części Dick Van Dyke (warto wspomnieć, że aktor kilka dni temu skończył 93 lata, co nie przeszkadza mu tańczyć w zwiastunie).

W filmie Mary Poppins wraca po kilkudziesięciu latach, by raz jeszcze pomóc rodzeństwu Banksów. Poznaje też dzieci Michaela - chłopca z poprzedniego filmu. Emily Blunt - przyjmując rolę niani - zdecydowała się odważnie konkurować ze słynną kreacją Julie Andrews. Efekt? Zachodni krytycy nie mogą się nachwalić. Blunt jest podobno równie dobra, co poprzedniczka. Z jednej strony wiemy, że to ta sama Mary. Z drugiej: nowa odtwórczyni roli nie kopiuje metod Andrews.

Emily Blunt is Mary Poppins, Emily Mortimer is Jane Banks, Ben Whishaw is Michael Banks and Joel Dawson is Georgie Banks in Disney's MARY POPPINS RETURNS, a sequel to the 1964 MARY POPPINS, which takes audiences on an entirely new adventure with the practically perfect nanny and the Banks family.
Fot. Disney

W dorosłe już rodzeństwo Banksów wcielili się: znany z głośnych ról w "Pachnidle", "Atlasie chmur" i kilku ostatnich Bondach Ben Whishaw oraz Emily Mortimer, która m.in. dwukrotnie zagrała u Martina Scorsese. Wspomniana Meryl Streep - jedna z najwybitniejszych współczesnych aktorek, laureatka trzech Oscarów i dziewięciu Złotych Globów - tym razem pokazała klasę jako zupełnie nowa postać: szalona kuzynka czarującej guwernantki.

Jednak cofnijmy się w czasie i wróćmy do samej Poppins. Kobietę w kapelutku, przemierzającą przestworza z charakterystycznie wyciągniętą parasolką, znają wszyscy. Jej filmowy strój i poza, którą przyjmowała w trakcie lotu, to już popkulturowy symbol. Rozpoznawalny pod każdą szerokością geograficzną, podobnie jak żółty dres Bruce'a Lee czy zbroja Dartha Vadera. Jednak zanim przygody Poppins przetłumaczono na język radia, kina i teatru (w tej kolejności), brytyjska pisarka Pamela Lyndon Travers napisała o czarodziejskiej niani serię książek.

Urodzona w Australii pod koniec XIX wieku Travers (rzeczywiście nazywała się Helen Lyndon Goff, jej pseudonim artystyczny pochodził od imienia ojca, Traversa Goffa) przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii kilka lat przed trzydziestką. Już w młodości ciągnęło ją do pisania - wiersze publikowała już jako nastolatka, później utrzymywała się ze zleceń dziennikarskich. Pierwszą książkę o Mary Poppins wydała w 1934 roku. Sukces był tak duży, że powstało aż siedem sequeli. Ostatni w 1988, ponad pół wieku po pierwowzworze.

W Polsce oryginał wyszedł 4 lata po wersji brytyjskiej, w 1938 roku, w tłumaczeniu Ireny Tuwim. Do dziś wychodzą reedycje w tym samym przekładzie, choć z... innym tytułem. Bo w pierwszych rodzimych wydaniach Mary Poppins nosiła imię Agnieszka. Książki miały więc następujące tytuły: "Agnieszka powraca", "Agnieszka otwiera drzwi", "Agnieszka w parku", itd. Dziś serię o "Agnieszce" można znaleźć jedynie w antykwariatach, kolejne edycje przywróciły jej właściwe imię.

Skoro już jesteśmy przy książkach, to należy wspomnieć, że charakterystyczny wizerunek najsłynniejszej guwernantki dziecięcej literatury jest dziełem nie jednej, a dwóch pań. Tą drugą była Mary Shepard - rysowniczka, która pracowała przy wszystkich częściach cyklu. Była ona córką innego słynnego ilustratora, E.H. Sheparda, odpowiedzialnego za szatę graficzną książek o Kubusiu Puchatku.

Gdy dziś myślimy o Mary Poppins, w naszej głowie pojawia się śliczna, roześmiana Julie Andrews, która zagrała guwernantkę w filmie z 1964 roku. Jednak oryginalny wizerunek Mary Poppins odbiegał od tego, do którego przyzwyczaił nas musical Disneya. Travers uważała zresztą, że Andrews była zbyt ładna do tej roli. Na rysunkach Shepard niania była wysoką, smukłą, lekko wyniosłą damą z rumieńcami i dużym, zadartym nosem. Wśród innych postaci znanych z literatury dziecięcej wyróżniało ją oschłe usposobienie. Poppins była nie tylko ekscentryczna, ale też surowa i stanowcza, choć dzieci, którymi się opiekowała zawsze przeżywały niezwykłe, magiczne przygody.

Książka była tak dużym sukcesem, że Walt Disney osobiście zaczął starać się o prawa do ekranizacji w latach 40., gdy z pierwszą częścią cyklu zapoznała go jego córka Diane. Travers konsekwentnie odmawiała przez prawie 20 lat. Zgodziła się dopiero na początku lat 60., pod warunkiem czynnego uczestniczenia w pracach nad obrazem (co wówczas nie zdarzało się często i zostało uznane za ekstrawagancję). Tak powstał jeden z najsłynniejszych filmów w historii kina. Przy okazji Disney dopiął swego i zrealizował wymarzony projekt, a autorka literackiego pierwowzoru stała się bardzo zamożna.

Travers nie była zadowolona ze wszystkiego, co zobaczyła podczas oficjalnej premiery, ale była w swoim zdaniu mocno osamotniona. Zarówno krytycy, jak i widzowie filmową adaptację książki o czarodziejskiej niani pokochali, a obraz po ponad 50 latach uznawany jest za klasyk.

W roku premiery "Mary Poppins" uważano za najważniejszy film w historii studia Disneya. Nominowano go do trzynastu Oscarów, w tym w głównej kategorii, czyli "najlepszy film". Finalnie "Mary Poppins" zwyciężyła w pięciu kategoriach (m.in. dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej, czyli Julie Andrews). We współczesnych rankingach podsumowujących najlepsze musicale w historii kina disnejowski musical z reguły jest w czołówce. Np. w zestawieniu Amerykańskiego Instytutu Filmowego (AFI) film zdobył 6. miejsce, wyprzedzając m.in. "Grease", "Chicago" czy "Amerykanina w Paryżu".

Disnejowska "Mary Poppins" jest przede wszystkim perełką realizacyjną. Efekty specjalne robią wrażenie do dziś, a w roku 1964 oszałamiały. Bohaterowie wspinają się po schodach z dymu, unoszą się w powietrzu i wchodzą do rysunkowego świata, a sama protagonistka wyciąga ze swojej czarodziejskiej torby lustro, dwumetrową lampę i wieszak na płaszcze. Jeśli dodamy do tego przepiękne piosenki napisane przez braci Shermanów (jedna z nich - "Feed The Birds" - stała się jedną z ulubionych piosenek Walta Disneya), dostajemy zabawną i wzruszającą opowieść o tym, co rzeczywiście powinno być priorytetem w życiu. Oryginalną "Mary Poppins" z 1964 roku warto pokazać swoim dzieciom i dziś - to familijny klasyk, który praktycznie wcale się nie zestarzał. Do tego jest łatwo dostępny, można go bez problemu dostać na DVD lub znaleźć w serwisach VOD.

Choć studio Disneya przez lata planowało kolejny film o latającej guwernantce, plan ten udało się zrealizować dopiero w 2018 roku (w międzyczasie w latach 80. powstała wersja radziecka). Dziś premierę ma obraz "Mary Poppins powraca", w którym główną rolę zagrała tym razem Emily Blunt. Partnerować jej będą m.in. Meryl Streep i Colin Firth, a także znany z pierwszej części Dick Van Dyke (warto wspomnieć, że aktor kilka dni temu skończył 93 lata, co nie przeszkadza mu tańczyć w zwiastunie).

Widzowie na całym świecie z niecierpliwością czekają na film. Jedni dlatego, że chcą przypomnieć sobie atmosferę świata stworzonego przez Travers. Inni, młodsi - bo chcą ten świat poznać. Czy i tym razem Mary uda się pomóc rodzeństwu Michaela i Jane Banksów? O tym będziemy się mogli przekonać już za kilka dni.