Kokaina

Kokaina (Fot. Pixabay)

Kokaina to przepustka do elity. Kto bierze biały proszek w Polsce?

Kokaina - symbol dekadencji i rozpusty. Dawniej uznawana za lekarstwo i dodawana do Coca-Coli, dziś uważa się ją za silny, uzależniający narkotyk.

Jest jednym z najbardziej obrosłych mitami narkotyków. Obecna od lat w filmach i teledyskach, wciągana z atrakcyjnych ciał przez zrolowane studolarowe banknoty, w wyobraźni mas, obok kawioru i szampana, stała się podstawowym wyposażeniem imprez bogaczy. Jak wygląda to w Polsce? Czy nad Odrą i Wisłą elity finansowe raczą się wyciągiem z liści koki?

Z Andów w świat

Kokaina zaczyna swoją drogę na lustra i srebrne tace w lasach na stokach południowoamerykańskich Kordylierów i Andów. Rosną tam krzewy, z których miejscowi rolnicy uzyskują liście. Ten surowiec kartele narkotykowe przerabiają na proszek. Tu, w Kolumbii, Peru czy Boliwii, gram kokainy kosztuje około 15 złotych. Kiedy dotrze do Europy jego cena wzrośnie dwudziestokrotnie. W Australii kosztować będzie nawet stokrotność ceny kolumbijskiej.

Nie ma się co dziwić, że jest przemycana w żołądkach południowoamerykańskich biedaków, w nadziewanych papryczkach, w implantach biustu, wewnątrz bananów, zapieczona w bułkach, w beczkach z salsą, obcasach, waginach, w samolotach, łodziach podwodnych i tunelach pod granicą - tak duże daje przebicie nią handel.

Skąd popularność i cena? Otóż pobudza, podnieca, zwiększa doznania zmysłowe, poprawia odczucia podczas seksu, napełnia poczuciem mocy i zwiększa samoocenę. A do tego ma niewiele efektów ubocznych i można pod jej wpływem, jak gdyby nigdy nic, wykonywać normalne czynności. Ma tylko jeden, ale za to bardzo poważny minus. Silnie uzależnia. Z czasem zaś drenuje też poważnie portfel, bo jak na polskie warunki jest ona bardzo drogą przyjemnością.

Na polskich lustrach

Ilość spożywanej w mieście kokainy określa się badając... ścieki. Przez 24 godziny pobiera się ich próbki i wyodrębnienia z nich substancje powstałe w wyniku metabolizmu narkotyków. Z tych danych wylicza się spożycie na tysiąc mieszkańców. W Europie bada się rokrocznie pod tym kątem ok. 50 miast. Największą popularnością kokaina cieszy się w Antwerpii, Londynie, Barcelonie, Zurychu i Amsterdamie. W badanym w 2017 roku Krakowie jej nie zarejestrowano. Czyżby więc nad Wisłą nie występowała?

Problemem dla Polaków jest niewątpliwie jej zaporowa cena. Kokaina kosztuje w Polsce od 150  do 400 złotych. Ponoć jest najtańsza, a jednocześnie najczystsza w Europie. Cóż z tego, skoro Polacy zarabiają bardzo często jedynie 2-2,5 tys. brutto i nie mogą sobie na nią pozwolić. Do tego poza dużymi miastami jest ona u szeregowych dilerów prawie niedostępna i sprowadza się ją na zamówienie.

Nie badano jednak ścieków Warszawy, a przecież tu znajduje się centrum obrotu tym narkotykiem. Robin Williams powiedział kiedyś, że kokaina to znak od Boga, że zarabiasz zbyt dużo pieniędzy i w dużej mierze dotyczy to i jej polskich użytkowników. Z racji bowiem wysokiej ceny raczą się nią przede wszystkim celebryci, przestępcy, biznesmeni, korporanci i bananowa młodzież. Handel i posiadanie jej jest w Polsce nielegalne, dlatego niewiele wiemy o jej użytkownikach. Kilka jednak historii, najczęściej przy udziale policji, ujrzało światło dzienne.

Kokaina na zeszyt

Kokaina jednak jest obecna na polskim rynku od czasu transformacji i pewnie jeszcze długie lata będzie. Wiążą się z nią wydarzenia tragiczne. Dariusz K. muzyk, kompozytor i celebryta, były mąż znanej piosenkarki pod wpływem narkotyku śmiertelnie potrącił starszą kobietę.

Czasem wiążą się i komiczne wydarzenia. Jaś Kapela, poeta i publicysta Krytyki Politycznej napisał na Facebooku, że wciągał koks z aktorem Borysem Szycem. Natychmiast zareagowali prawnicy aktora i już następnego dnia Kapela oznajmił na tym samym portalu społecznościowym, że był pod wpływem alkoholu i nie jestem pewien, czy akurat na tej imprezie, na której był z aktorem, brano narkotyki.

Prawdziwy popłoch w celebryckim środowisku Warszawy wzbudziła jednak sprawa notesu Cezarego P. Ów, nazywany dilerem gwiazd, prowadził bardzo skrupulatną księgowość. W jego zapiskach policja znalazła ponad dwieście nazwisk nadwiślańskich celebrytów. Byli tam aktorzy popularnych seriali, filmów, prowadzący programy rozrywkowe, lekarze, prawnicy i oczywiście politycy.

Politycy i substancje

Skandal związany ze sprawą Cezarego P. dotknął też świata polityki. Niedoszły poseł PiS, Filip Wiśniewski miał wydać na kokainę u niego ok. 750 tys. złotych. Według prokuratury nabył on aż 2,5 kg tego narkotyku. Co jednak jest dość rzadkie w Polsce, kiedy sprawa dotyczy użytkowania substancji psychoaktywnych, polityk niczego się nie wypiera. Twierdzi, że był uzależniony i że chodzi obecnie na terapię, próbując żyć na trzeźwo.

Sugestie na temat zażywaniu kokainy pojawiły się również w kontekście Rafała Trzaskowskiego. Na antenie Telewizji Republika w programie "Rozmowa ściśle jawna" prowadzonym przez Piotra Nisztora, dawny współpracownik Trzaskowskiego Marcin Dzięba oznajmił - Razem zażywaliśmy narkotyk. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Miarka się przebrała. Dosyć oszczerstw, kwestionujących moją osobistą uczciwość. Spotkamy się z Panem Dziębą w sądzie - zatwittował polityk PO.

Podejrzenia o zażywanie kokainy zakończyły też karierę polityczną konserwatywnego senatora, adwokata i scenarzysty filmowego Krzysztofa P. Prawie dziesięć lat temu został on nagrany, kiedy ubrany w sukienkę, wciągał ze stolika biały proszek. Przekonywał później, że nie była to kokaina, ale sproszkowane lekarstwa, a on sam padł ofiarą prowokacji. Jak twierdzi, striptizerka Joanna S. żądała od niego 1,5 mln złotych za nagranie z owej imprezy. Ostatecznie po dziesięciu latach udało mu się oczyścić z zarzutu posiadania i użyczania narkotyku osobom trzecim.

I może niech te historie będą ostrzeżeniem. Dopóki kokaina znajduje się na liście substancji nielegalnych, zabawa z jej udziałem nie tylko szkodzi naszemu zdrowiu, ale może też zaprowadzić nas za kratki.