Proces członków gangu Taty Tasiemki

Proces członków gangu Taty Tasiemki (Fot. NAC)

"Doktor Łokietek", "Tata Tasiemka", Jerzy Paramonow. Kim byli najbardziej znani warszawscy przestępcy i gangsterzy?

Ich wątpliwe moralnie czyny opiewają piosenki, filmy, książki. Jedni ich podziwiali, inni się ich bali. Warszawa pełna jest historii z półświatka. Oto trzy z nich.

W ten weekend miał premierę serial HBO "Ślepnąc od świateł", stworzony na podstawie książki Jakuba Żulczyka pod tym samym tytułem. Wszystkie odcinki są już dostępne w aplikacji HBO GO.

Opowieść o dilerze kokainy pokazuje nam współczesny warszawski półświatek. Ale Warszawa ma bogate przestępcze tradycje i wielu gangsterów, złodziei i morderców, o których mówiło się jeszcze długo po ich śmierci. Oto historie trzech z nich.

Ślepnąc od świateł, Jakub Żulczyk, HBO
Mat. promocyjne

"Doktor Łokietek"

Prawdziwe nazwisko "doktora" Józefa Łokietka brzmiało: Judel Dan Łokieć. A "doktor" nie był jego jedyną ksywą - mężczyzna nosił też pseudonim "rabin", wprost wskazujący na jego pochodzenie.

Jego losy opisał Jerzy Rawicz w książce "Doktor Łokietek i Tata Tasiemka. Dzieje gangu". Łokietek jako nastolatek pomógł w ucieczce dwóm członkom Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej, w wyniku czego przyjęto go do PPS-u. Po sfingowaniu własnej śmierci (w czym pomogli jego rodzice), chłopak wyjechał najpierw do Łodzi, a później do Szwajcarii, w której był PPS-owskim łącznikiem z Warszawą. Zaczął też studiować chemię - najpierw w Zurychu, potem w Genewie. W tym drugim mieście obronił doktorat i poślubił córkę swojego promotora - Augusta Berthiera.

Do Polski wrócił po I wojnie światowej. Służył w wojsku w trakcie wojny polsko-bolszewickiej, później współpracował z Komitetem Pomocy Powstańcom Śląskim. Szybko stał się znaną postacią, w czym pomogła posada komendanta milicji porządkowej PPS, w ramach której Łokietek ścierał się z bojówkami endeckimi i komunistycznymi. Dwie manifestacje komunistów rozgonił bronią palną. Nie obyło się bez ofiar w ludziach - tym samym Łokietek był postacią kontrowersyjną również w ramach swojej partii. Nie pomagało mu też zamiłowanie do bójek i libacji, po których straty spłacane były ze składek partyjnych - wbrew innym członkom partii. Balował m.in. u Grubego Joska, znanego ze słynnej piosenki "Bal na Gnojnej".

Skąd Łokietek czerpał inspirację do działania milicji porządkowej? Najważniejszą stanowiły dla niego... amerykańskie gangi, którym przyjrzał się w trakcie swojego służbowego pobytu w Stanach Zjednoczonych w 1923 roku. To ich organizacja posłużyła za wzór w trakcie formułowania struktury milicji porządkowej. Łokietek - jako zwolennik Piłsudskiego - czynnie wsparł przewrót majowy.

Z kolejnymi latami "doktor" stawał się postacią coraz bardziej znaną i coraz bardziej kontrowersyjną. Jeszcze w latach 20. pobierał haracze od tragarzy, za co został osadzony w więzieniu po kilku latach (i szybko zwolniony przez prezydenta Mościckiego). W 1930 roku aresztowano go za usiłowanie zabójstwa. Tam zaznajomił się z Łukaszem Siemiątkowskim, znanym też jako "Tata Tasiemka", o którym za chwilę.

Łokietek znany był ze swojego okrucieństwa - chodziły niepotwierdzone plotki o udziale Łokietka w pobiciu dziennikarza i pisarza Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, autora "Kariery Nikodema Dyzmy". Miał on też być sprawcą napaści na literata Adolfa Nowaczyńskiego.

W 1939 roku brał udział w walkach w obronie Warszawy. W trakcie okupacji korzystał ze swojego szwajcarskiego obywatelstwa, prowadząc kawiarnię przy ul. Ogrodowej na warszawskiej Woli. Jednocześnie starał się dostarczać żywność stołecznej ludności żydowskiej zamkniętej w getcie.

Gestapo aresztowało go dwukrotnie. Pierwszy raz pod koniec 1940 roku - torturowano go przez sześć tygodni w więzieniu przy al. Szucha. Drugi raz siedział na Pawiaku wiosną 1941 roku. Zmarł kilka miesięcy później, niedługo po zwolnieniu. Nie wiadomo, co się z nim stało, ani gdzie został pochowany.

"Tata Tasiemka"

O wcześniej wspomnianym "Tacie Tasiemce" również krążyły po Warszawie piosenki. To o nim wspomniał Stanisław Grzesiuk w piosence "Rum Helka".

"Tasiemce powiedzieli, że Helka jest klawa

że z Helką jest zabawa, więc 'Tata' zgodził się

I Helkę sprowadzili, w melinę wtaszczyli

Tasiemka ujrzał ją, jej powiedział mowę swą"

On również - podobnie jak Łokietek - należał do PPS-u, choć na długo przed "doktorem" (sam Siemiątkowski był od niego 14 lat starszy). Za działalność w Pogotowiu Bojowym Polskiej Partii Socjalistycznej został w 1918 roku skazany na śmierć. Uwolniono go 8 listopada, 3 dni przed wykonaniem wyroku.

Po I Wojnie Światowej "Tasiemka" wciąż działał w PPS-ie. W 1927 roku został stołecznym radnym. Po rozłamie partii w 1928 roku założył kilkunastoosobowy gang, w ramach którego wymuszał haracze od handlarzy z targowiska "Kercelak".

Kercelak
Fot. NAC

Jak pisał w 2011 roku Rafał Siemiątkowski z "Życia Warszawy", ludzi "Tasiemki" cechowała duża brutalność, choć on sam rąk sobie krwią raczej nie plamił. Miał od tego ludzi. Jeśli ktoś był zbyt oporny, to katowano go kolbami od pistoletów lub mordowano. Gang "Taty" działał jak typowy gang wyciągający haracze - wymyślał opłaty od byle czego, np. od zamknięcia stoiska. A policja nie reagowała. Być może ze względu na znajomości "Tasiemki" w PPS-ie.

Do czasu. Siemiątkowski poszedł siedzieć w 1932 roku, w 1935 roku został ułaskawiony przez prezydenta Mościckiego.

Po 1939 roku, w trakcie okupacji, działał w podziemiu. Do więzienia na Pawiaku trafił w 1942 roku, skąd trafił do obozu koncentracyjnego na Majdanku. "Tata Tasiemka" nie dożył do końca wojny - zmarł osadzony w obozie na tyfus w 1944.

Paramonow

"Już Paramonow ze-ze-zęby zaciska,

Bo mu ładują lu-lu-lufę do pyska.

Cała Warszawa cho-cho-chodzi w żałobie,

Bo Paramonow, bo Paramonow

Leży już w grobie"

Tak w 1997 roku śpiewał Marcin "Gorg" Krasowski na płycie "Lekkie Uderzenie" zespołu Transmisja. Kilka lat później piosenkę "Paramonov" grał zespół Vavamuffin. A jeszcze później powstała "Ballada o Paramonowie" Apteki, w której Jędrzej Kodymowski śpiewał:

"Rabują sklepy, więc forsę mają,

Nocami dziwki na nich czekają.

Gorzałka leje się kolorowa,

Bawi się banda Paramonowa"

Wszystkie te piosenki zainspirowane zostały warszawską przyśpiewką pochodzącą jeszcze z lat 50. - Śpiewano ją w barach, na potańcówkach, nawet na ulicach - mówił w 2006 roku dziennikarz Andrzej Gass w rozmowie z Jakubem Chełmińskim z "Dziennika". Kim był Jerzy Paramonow, którego unieśmiertelniły warszawskie ulice i polska muzyka?

Cóż - na pewno nie był kimś, kogo można byłoby uznać za bohatera, który wsławił się heroicznym czynem na granicy prawa. Nie był przestępcą, któremu o coś chodziło. Altruistą, który "bogatych okradał, biednym rozdawał". Sam - w trakcie swojego procesu - na pytanie "na co szły zrabowane pieniądze" odpowiedział szczerze, że na "hulaszczy tryb życia".

Jak w 2010 roku na podstawie akt IPN-u ustalili dziennikarze Gazety Wyborczej Alex Kłoś i Bogdan Wróblewski, pochodzący ze Skierniewic Jerzy Paramonow wcześnie zaczął łamać prawo. Pierwsze wzmianki o jego bójkach czy kradzieżach pochodzą jeszcze z lat 40. Po raz pierwszy poszedł siedzieć w 1945 roku, gdy miał 14 lat. Kilka lat później skazano go na 6 lat więzienia za gwałt. Wyszedł po 3 latach.

Seria przestępstw, przez które w niedługim czasie zasłużył na stryczek, zaczęła się 19 sierpnia 1955 roku, gdy Paramonow miał 24 lata.

Był wieczór, gdy wracający z pracy w magazynie Domu Książki Paramonow wdał się w bójkę ze starszym sierżantem Stanisławem Lesińskim. Dziś nie wiadomo, o co poszło. Wiadomo jednak, że - na nieszczęście milicjanta - Paramonow miał przy sobie broń obuchową. Młotek lub łom. Lesiński został wielokrotnie uderzony w głowę. Stracił oko, a dodatkowo przestępca ukradł mu pistolet. W kolejnych dniach skatowany Lesiński nie był w stanie nawet opisać twarzy napastnika.

LUTY 1958. PROCES MORDERCY MAGDZIARZA W WARSZAW. GLOWNY OSKARZONY. TR 308 CD 08  UWAGA! FOTOGRAFIE UNIKALNE. W CELU USTALENIA CENY PROSIMY O KONTAKT Z AGENCJA GAZETA SLOWA KLUCZOWE: MILICJA PORTRETY PROCESY
TADEUSZ ROLKE

Paramonow ucieka. Błyskawicznie robi użytek ze skradzionej broni palnej i z jej pomocą kradnie 10 tysięcy złotych ze sklepu w podwarszawskim Międzyborowie. W kolejnych dniach decyduje się na rozbój jeszcze kilku sklepów, kradnie też rower. Część przestępstw popełnia sam, a część z nowopoznanym wspólnikiem - 20-letnim Kazimierzem Gaszczyńskim. W trakcie napadu na sklep w Aninie, Paramonow strzela w twarz jednemu z klientów. Kula przeszyła policzek. Ofierze udało się przeżyć, jednak do końca życia mężczyzna będzie miał problemy z mówieniem. Z tego powodu milicjantom nie uda się go przesłuchać.

Paramonow wciąż się ukrywa, ale udana seria napadów go rozzuchwala. Poszukiwany wydaje zrabowane pieniądze na libacje alkoholowe i panie lekkich obyczajów, spaceruje po centrum Warszawy, chodzi do modnych lokali.

Po jednej z takich imprez, na rogu Wspólnej i Marszałkowskiej, całującego się w taksówce z prostytutką Jerzego dostrzega niespełna 30-letni milicjant - sierżant Zdzisław Łęcki. Łęcki puszcza dziewczynę, za to legitymuje Paramonowa i towarzyszącego mu szwagra. Każe taksówkarzowi zawieźć mężczyzn na komendę przy ulicy Wilczej. Sam jedzie rowerem.

Gdy już na miejscu Paramonow wysiada z taksówki, wypada mu z kieszeni zapasowy magazynek do zrabowanego wcześniej pistoletu. Gdy Łęcki to zauważa, 24-letni przestępca kilkukrotnie do niego strzela. Milicjant - ojciec dwójki dzieci - ginie na miejscu. Za Paramonowem rusza pościg, jednak przestępcy znów udaje się zbiec. Nim ucieknie z Warszawy, uda mu się jeszcze postrzelić stołecznego milicjanta w nogę.

Wszystko to wydarzyło się w nocy z 21 na 22 września 1955 roku. Paramonow ze wspomnianym Kazimierzem Gaszczyńskim zostaną ujęci dopiero 10 dni później, gdy pójdą spać na stogu słomy przy warszawskim Dworcu Wschodnim. Co robili przez ten czas? Popełniali drobne przestępstwa na terenie całego kraju. Gdy zostają obudzeni w słomie przez milicyjny patrol, nie bronią się, bo nawet nie mają czym - Paramonowowi skończyła się amunicja do skradzionej "klamki".

Proces nie trwał długo, ale wieść o nim rozeszła się tak szeroko, że wstęp na salę rozpraw trzeba było biletować. Obu przestępców skazano na karę śmierci, choć Gaszczyńskiemu zamieniono ją na dożywocie. Paramonow został powieszony na Rakowieckiej 21 listopada 1955 roku - trzy miesiące po pozbawieniu oka sierżanta Lesińskiego, dwa miesiące po zamordowaniu sierżanta Łęckiego. - Został idolem ludowym, bo zabił milicjanta - stwierdził w rozmowie z "Dziennikiem"Andrzej Gass. - Drobny, cichy, niczym szczególnym się nie wyróżniał, ale jako naczelny wróg władzy, był bohaterem ulicy.