Jaka będzie przyszłość motoryzacji?

Jaka będzie przyszłość motoryzacji? (Fot. Pexels.com)

Latające samochody - to już się dzieje. Jak za 10 i 20 lat może wyglądać rynek motoryzacji?

Wizji dotyczących przyszłości świata motoryzacji jest wiele. Jednak czy możemy w tym momencie powiedzieć, jakimi samochodami będziemy jeździli za 10 albo 20 lat? Może przez ten czas wzniesiemy się na wyższym poziom i zamiast na ziemi będziemy poruszać się po niebie? Zapytaliśmy o to Macieja Gisa, dziennikarza motoryzacyjnego.

Odnoszę wrażenie, że w świecie motoryzacji dużo się teraz dzieje.

Maciej Gis, Moto.pl:  Rzeczywiście, motoryzacja rozwija się nieustannie, a teraz żyjemy w momencie, w którym świat motoryzacji mocno ewoluuje. Dziś coraz popularniejsze stają się choćby systemy półautonomicznej jazdy. Przecież jeszcze przed chwilą było nie do pomyślenia, żeby samochód sam jechał w ruchu miejskim. Teraz jest to możliwe. Kierowca może poruszać się w korku, czytając gazetę.

Zmiany dotyczą nie tylko rozwoju technologii, ale także źródeł napędu

Jeszcze kilkanaście lat temu królowały auta z silnikami o stosunkowo dużej objętości skokowej. Teraz są to często downsizingowane jednostki, często o objętości mniejszej lub równej pojemności kartonu mleka. To pokazuje jak duży przeskok nastąpił przez ostatnią dekadę.

Większe możliwości technologiczne przyczyniły się również do odkurzenia starych pomysłów i wdrożeniu ich w życie. Mam na myśli pojazdy elektryczne. Zapewne większość czytelników wie, że samochód zasilany prądem nie jest ideą ostatnich lat, a dopracowanym pomysłem Ferdynanda Porsche.

Innowacyjny pomysł tego genialnego konstruktora nie spotkał się z zainteresowaniem z powodu ograniczeń technologicznych.

Jaka jest przyszłość motoryzacji?
Fot. Pexels.pl

Jest jeszcze jakiś pomysł, który producenci samochodu wyciągnęli z piwnicy?

Tak, na przykład niedawno wprowadzona technologia Turbulent Jet Ignition w bolidach formuły F1. Jest to specjalna konstrukcja złożona z dwóch komór spalania. Nie wchodźmy jednak w szczegóły techniczne tej jednostki napędowej.

Istotne jest natomiast, że to rozwiązanie niegdyś było stosowane, ale w wolnoobrotowych silnikach okrętowych. To pokazuje, że tak naprawdę nie dokonujemy przeskoku technicznego, a technologiczny. Dzięki nowym możliwościom i lepszym technikom wytwarzania możemy budować doskonalsze i precyzyjniejsze konstrukcje.

Mówił Pan o samochodach elektrycznych, czy można powiedzieć, że takimi pojazdami będziemy jeździć w przyszłości?

Samochody elektryczne niewątpliwie będą stanowiły jeden z filarów przyszłej motoryzacji.

Choć zakłada się, że złoża ropy naftowej nie wyczerpią się przez kolejne 50 lat, to nie ma co ukrywać, że nasze potrzeby rosną, a pojazdów jest coraz więcej. Dlatego konieczne jest szukanie alternatywy. Europa jest w pewnym sensie zafiksowana na elektryki.

Włodarze poszczególnych Państw widzą w tym alternatywę dla klasycznych, spalinowych konstrukcji, co wydaje się być słuszne, jeżeli ich wprowadzanie i promowanie jest przemyślane.

Dużo mówi się o tym, że samochody elektryczne są ekologiczne.

Jest to prawda, ale częściowa. Oczywiście sam pojazd jest ekologiczny, ponieważ nie emituje szkodliwych substancji. Jednak, gdy weźmiemy pod uwagę konieczność jego naładowania, okaże się, że prąd trzeba jakoś wyprodukować.

Tutaj możemy podać przykład Polski, gdzie produkcja energii wiąże się ze spalaniem węgla, a tym samym z emisją substancji szkodliwych. Można więc powiedzieć, że wprowadzanie aut elektrycznych jest dobre, ale za tym musi iść wykorzystanie energii odnawialnych oraz budowanie nowoczesnych elektrowni (elektrownie wiatrowe, wodne czy atomowe). Jeżeli tak się nie dzieje to zrzucamy problem zanieczyszczenia z transportu z tak zwanej low emissions (pojazdy) na high emissions (elektrownie).

Jaka będzie przyszłość motoryzacji?
Fot. Pexels.com

Czy inne kraje mają takie same problemy z tzw. brudnym prądem, jak Polska?

Na świecie wygląda to różnie. Dobrym przykładem jest Japonia, która oczywiście rozwija technologię elektryczną w pojazdach, ale promuje też inne rozwiązania, jak na przykład wykorzystanie ogniw paliwowych oraz paliwa wodorowego.

Jest to niewątpliwie dobry kierunek. Jak mówią osoby związane z sektorem motoryzacyjnym w Japonii "musimy stać się społeczeństwem wodoru". Choć brzmi to trochę jak slogan wyborczy, to jakby się nad tym zastanowić jest w tym duży sens.

Przede wszystkim wodór jest paliwem, które nas otacza i jego złoża są praktycznie niewyczerpywalne. Daleki Wschód jest o parę lat przed nami w kwestii wykorzystania tej technologii. Już w tym momencie planują wykorzystanie wodoru nie tylko do zasilania pojazdów, ale też domów czy innych placówek.

Są jeszcze biopaliwa.

Choć zakłada się, że będzie to jedynie paliwo wykorzystywane w okresie przejściowym, to jest w nim duży potencjał. Przede wszystkim można je pozyskiwać ze składowisk odpadów komunalnych, czy choćby oczyszczalni ścieków. Dlatego też emisja dwutlenku węgla w cyklu istnienia jest praktycznie zerowa. Tego typu rozwiązanie według mnie powinno znaleźć szersze rozwiązanie zwłaszcza w przypadku autobusów komunikacji miejskiej.

Już w tym momencie duże doświadczenie w tym względzie ma Szwecja, gdzie większość autobusów w Sztokholmie jest zasilanych właśnie tego typu paliwem. Jego korzyści potwierdzają też liczne prace badawcze. Poza tym warto wspomnieć o przyznanej nagrodzie Nobla w dziedzinie chemii dla Frances H. Arnold za proces "sterowanej ewolucji enzymów" wykorzystywanych m.in. w produkcji lekarstw oraz biopaliw.

Powiedział Pan o rozwoju motoryzacji pod względem paliw, ale czy zmieni się coś odnośnie potrzeby kierowcy? Może nie będzie on w ogóle już potrzebny?

Z pewnością za parę lat definicja kierowcy będzie ewoluować. Biorąc pod uwagę zaawansowane prace nad pojazdami autonomicznymi, już niedługo auto będziemy traktować bardziej jak taksówkę niż pojazd, który musimy prowadzić. Jednak, aby mogło się tak zdarzyć potrzeba jeszcze wiele pracy, może nie nad samymi pojazdami, ale nad infrastrukturą, siecią przesyłu danych, jak też kwestiami legislacyjnymi.

Rozwój transportu autonomicznego jest według mnie czymś nieuniknionym. Wynika to choćby z faktu, że to właśnie człowiek jest najsłabszym ogniwem na drodze. To nasze decyzje takie jak: pojadę szybciej, wyprzedzę na trzeciego czy zdążę na "późnym żółtym", sprawiają, że dochodzi śmiertelnych wypadków.

Mimo wielu prób przeciwdziałania tej sytuacji, nie widzimy znacznej poprawy w statystykach. Choć mówię to z bólem serca jako fan motoryzacji i osoba, która uwielbia prowadzić, to logicznym jest wyeliminowanie najsłabszego ogniwa, czyli nas kierowców.

Jaka będzie przyszłość motoryzacji?
Fot. Pexels.com

Na świecie jest coraz więcej samochodów czy możliwa jest w takim razie szybka ewolucja pojazdów, które jeżdżą po drogach?

Na świcie jest ponad 7 miliardów ludzi. Każdy z nich dąży do jak najlepszego życia. Według prognoz w 2025 roku ma być ponad 1,5 miliarda pojazdów. To pokazuje z jak gigantycznym problemem musimy się zmierzyć.

Nie da się wymienić od tak wszystkich aut na inne. Nawet jakby się dało i załóżmy byłyby to samochody elektryczne, to wystarczy wykonać prosty rachunek, aby zobaczyć ile prądu byłoby potrzebne do ich zasilenia. Tyle z pewnością nie ma i szybko nie będzie.

Dlatego proces wymiany aut będzie trwał dość długo. W między czasie może się jeszcze zmienić koncepcja, co do napędów pojazdów. Konstruktorzy mogą wpaść na pomysł, który zrewolucjonizuje świat motoryzacji. Jednak na tą chwilę mamy raczej pół środki które powoli doprowadzą nas do celu, jeżeli wcześniej nie utkniemy na ulicach i nie będziemy zmuszeni wejść na kolejny poziom.

Kolejny poziom? Co Pan przez to rozumie?

Myślę, że przez to pojęcie możemy rozumieć wiele rzeczy. Przede wszystkim będziemy musieli wprowadzić kolejne poziomy dróg, aby zachować płynność ruchu. Innymi rozwiązaniami mogą być już powstające konstrukcje, łączące pojazdy i samoloty.

Pozwoliłoby to nam przemieszczanie się po mieście na kołach, ale już między miastami - w powietrzu. Z pewnością wizja posiadania pasa startowego przed domem nie brzmi źle. Jednak to też niekoniecznie może być dobre rozwiązanie.

W końcu, gdy przeniesiemy ruch uliczny w powietrze, to czy tam nie dojdzie do zatorów albo co gorsza większej liczby kolizji? Już w tym momencie musimy czekać na lotniskach ze względu na zbyt dużą liczbę samolotów w powietrzu.

Nie ma jednej odpowiedzi pod tym względem. W filmach science fiction widzimy często wizję genialnego reżysera czy producenta filmowego, która po latach staje się rzeczywistością. Kto wie może taki świat, w kwestii transportu, jaki został przestawiony w "Piątym elemencie" czy "Raporcie Mniejszości", będzie naszym światem.

Która technologia według Pana jest najbardziej przyszłościowa?

Niestety świat musi iść na przód i działać w aspekcie ochrony środowiska, w tym poprawy jakości powietrza. Smog powstający nad miastami działa negatywnie na życie człowieka. Według dostępnych danych na przewlekłą chorobę płuc choruje w Polsce 10 procent osób powyżej 40 roku życia. Jest to około 2 milionów ludzi. Co więcej w 2016 roku z powodu zanieczyszczenia powietrza pyłem zawieszonym PM2,5 zmarło w naszym kraju ponad 46 tysięcy osób. To pokazuje z czym musimy się zmierzyć i to już teraz.

Jaka będzie przyszłość motoryzacji?
Fot. Pexels.com

Oczywiście transport samochodowy nie jest jedynym winowajcą. Na przykład w Krakowie zła jakość powietrza jest przede wszystkim wynikiem korzystania z pieców grzewczych.

Jednak są rejony Polski, gdzie to pojazdy są główną przyczyną złej jakości powietrza. Dlatego też musimy działać wielokierunkowo. Z jednej strony unowocześniać choćby sposoby ogrzewania domów i ograniczania emisji substancji szkodliwych z fabryk, ale też dopracowywać pojazdy, aby pod względem emisyjnym, były jak najbardziej przyjazne środowisku.

Według mnie dobrym rozwiązaniem jest wykorzystywanie paliw i układów alternatywnych, jak choćby biometanu, pojazdów elektrycznych, szczególności w miastach (co wynika też z ich możliwości zasięgowych) oraz aut wyposażonych w ogniwa wodorowe. Obecnie nie ma jednej dobrej drogi, która wprowadzi nas w przyszłość motoryzacyjną. Dlatego logicznym wydaje się promowanie każdego rozwiązania, co da też wybór klientowi, a nie skaże go na coś, czego by nie chciał.