Jaka będzie przyszłość motoryzacji?

Jaka będzie przyszłość motoryzacji? (Fot. Pexels.com)

Podziel się samochodem. Uber, blinkee, mytaxi - jak ekonomia współdzielenia zmienia rynek motoryzacyjny

Jeszcze 20-25 lat temu, posiadanie nowego, samochodu było marzeniem wielu osób. Z tego powodu w latach 90. jak grzyby po deszczu powstawału autosalony, z których masowo wyjeżdżały nowiutkie pojazdy.

W 1999 r. padł rekord - sprzedano aż 632 tys. sztuk nowych samochodów osobowych - ten wynik nie został pobity aż do tej pory.

Polacy wciąż kochają swoje samochody, ale ta miłość powoli słabnie, szczególnie wśród młodszej części społeczeństwa. Samochód staje się jedynie narzędziem, dzięki któremu możemy komfortowo dotrzeć do pracy, czy wyjechać w daleką podróż, nie śledząc rozkładu jazdy pociągów.

Posiadanie auta już dawno przestało być elementem statusu społecznego. Cztery kółka ułatwiają nam po prostu codzienne życie, jak lodówka, smartfon czy ekspres do kawy. Z tą różnicą, że zakup tych sprzętów nie rujnuje domowego budżetu i w odróżnieniu od samochodu, korzystamy z nich codziennie.

Według szacunków, statystyczny kierowca korzysta ze swojego pojazdu tylko godzinę dziennie - przez pozostały czas stoi on bezczynnie i generuje całkiem spore koszty. W przypadku auta klasy średniej będzie to około 15 tys. zł rocznie - składa się na to utrata wartości, serwis i ubezpieczenie. Nie można też zapomnieć o  najbardziej obciążającej naszą kieszeń sprawie - kosztach kredytu na zakup wymarzonych "czterech kółek". A gdy już wsiądziemy do naszego auta, do tej listy dopisać musimy spore koszt paliwa i przysparzające kierowcom wielu emocji, poszukiwania miejsca do parkowania.

Użytkownik zamiast właściciela

Nic więc dziwnego, że coraz większym zainteresowaniem, również nad Wisłą cieszą się usługi w ramach tzw. ekonomii współdzielenia (sharing economy) czyli odejście od posiadania dóbr, na rzecz dzielenia się nimi i wspólnego korzystania. Ogromny wpływ na rozwój tego zjawiska ma tzw. pokolenie Y, które chce być użytkownikiem, ale nie koniecznie musi być właścicielem danego przedmiotu.

Ekonomia współdzielenia dotarła również do świata motoryzacji. Car sharing w Europie znany jest już od kilkudziesiąciu lat, jednak dopiero upowszechnienie internetu mobilnego oraz smartfonów dało mu szansę na prawdziwy rozwój.

Carsharing niejedno ma imię

Obecnie w Polsce działa kilkanaście firm oferujących carsharing. Co je łączy? Głównie korzystna cena usługi, często niewiele wyższa od biletu komunikacji miejskiej, ale również fakt, że kierowca nie musi się martwić o koszty parkowania, paliwa, ubezpieczeń, napraw, wymianę opon czy tak trywialnych rzeczy, jak mycie pojazdu. Wspólna cechą jest również dostęp do usługi poprzez smartfon z zainstalowaną aplikacją danej firmy, która służy do zamówienia pojazdu i rozliczenia go. Pozostaje tylko znaleźć miejsce do parkowania.  

Jednak poszczególne oferty car sharingu dość mocno się różnią. Możemy mieć dostęp do pojazdu z kierowcą, np. mytaxi czy Uber, które od tradycyjnej taksówki różnią się tym, że może to być przejazd współdzielony, z osobami jadącymi w podobnym kierunku - dzielimy się wynajętym autem, ale i kosztami.

Osoby, które posiadają prawo jazdy mogę również skorzystać z aut na minuty np. 4Mobility, Panek i Traficar - gdzie płaci się za przejechany kilometr i czas. W tym przypadku współdzielenie polega na korzystaniu z samochody przez różne osoby w ciągu dnia, przez co on praktycznie nie stoi zaparkowany, tylko jest w ruchu. Z kolei w blinkee zamiast samochodu możemy wypożyczyć skuter na minuty, a po dotarciu na miejsce porzucić go niemal w dowolnym miejscu, gdzie będzie czekał na następnego użytkownika.

Wymuszone zmiany

Mimo, że współdzielenie pojazdów to stosunkowo młode zjawisko, da się już zauważyć jego wpływ na rynek motoryzacyjny. Według raportu PwC już w 2030 roku co trzeci kilometr przejechany w Europie będzie realizowany w formie współdzielenia. To wymusza zmiany na producentach pojazdów. Największe koncerny motoryzacyjne inwestują w wypożyczalnie pojazdów na minuty np. Mercedes (Car2Go).

Pojawiło się również sporo zachęt dla prywatnych nabywców, planujących zakup czterech kółek, którzy w Polsce coraz rzadziej sięgają po nowe samochody. W autosalonach można już spotkać oferty "auto w abonamencie" lub "niskie raty", które trochę przypominają car sharing.

Na czym to polega? Pojazd wynajmuje się np. na kilka miesięcy, a maksymalnie na 4 lata i w tym czasie płaci się tylko za utratę wartości samochodu, po czym ten trafia do dealera. W zależności od oferty, może być wliczony serwis, sezonowa wymiana opon czy ubezpieczenie. Co zyskuje kierowca? Nie musi się martwić późniejszą odsprzedażą pojazdu, ale co ważne, miesięczna rata za wypożyczenie pojazdy jest zwykle o połowę niższa, niż w przypadku klasycznego kredytu samochodowego.

Car sharing ograniczy w przyszłości  liczbę aut w miastach. Według szacunków jedno współdzielone auto może zastąpić od 7 do 11 prywatnych samochodów. Automatycznie zmniejszy się zapotrzebowanie na miejsca parkingowe i emisja spalin. Kwestia ekologii wydaje się być kluczowa, gdy wziąć pod uwagę, że samochody jeżdżące po polskich drogach statystycznie mają nawet 17 lat, a sprowadzane z zagranicy pojazdy to 12 latki. Spaliny starych pojazdów poważnie zanieczyszczają środowisko.

Tymczasem auta dostępne w usługach car sharing są nowe, dość często wyposażone w napęd hybrydowy, a nawet  elektryczny. To właśnie car sharing jest świetną okazją, aby promować zero emisyjne pojazdy, ale także przyzwyczajać kierowców do ekologicznego napędu, który na razie jeszcze jest dość drogi, więc niezbyt dostępny dla Kowalskiego. Kiedy jednak samochód na prąd będzie współdzielony, jego koszt użytkowania może być niższy, niż posiadanie starego auta z kopcącym silnikiem Diesla.

Współdzielenie pojazdów może przyspieszyć również pojawienie się na ulicach pojazdów autonomicznych. Przy tego typie usługi właśnie samochód, który potrafi poruszać się bez udziału kierowcy sprawdzi się idealnie. Do takich wniosków doszedł Uber, który w USA testuje możliwość korzystania z pojazdów autonomicznych.