Rodzinne spędzanie czasu

Rodzinne spędzanie czasu (Fot. Shutterstock)

Zabawa z maluchem to dobra inwestycja. Rozwija intelekt, buduje dobre relacje

Tylko co zrobić, żeby dzieci chciały z nami spędzać czas? Pytamy o to dr Aleksandrę Piotrowską, psychologa dziecięcego z Uniwersytetu Warszawskiego.

My, rodzice, często słyszymy, że powinniśmy poświęcać więcej czasu swoim dzieciom. Sami też czujemy, że wciąż jesteśmy za mało z naszymi pociechami. Ale czasem to one unikają kontaktu albo nie chcą z nami rozmawiać. Dlaczego?

To zdecydowanie zależy od wieku dziecka - zupełnie inną potrzebę kontaktu z rodzicami ma pięciolatek, a inną piętnastolatek. Z pewnością przez pierwszych kilka lat życia jesteśmy dla niego najbardziej pożądanym towarzystwem. Dziecko do 3-4 lat, nawet jeśli ma możliwość bawienia się z innymi dziećmi, to i tak wybiera towarzystwo dorosłych, najchętniej rodziców. Dopiero później, w wieku 4-5 lat dziecko odczuwa coraz żywsze zainteresowanie rówieśnikami, zabawą z innymi dziećmi, ale to absolutnie nie oznacza, że nie chce już i nie potrzebuje bawić się z nami.

A to nie jest tak, że dla rozwoju dziecka, jego socjalizacji pożądane jest, aby spędzało jak najwięcej czasu z rówieśnikami, a nie z dorosłymi?

Absolutnie nie. Dziecku potrzebny jest jeden i drugi typ kontaktów. Zabawa jest dla dziecka naturalnym żywiołem, kiedy zaczyna ono dzień, po prostu zaczyna się bawić. Nie wiem, skąd pomysł, że nie chciałoby też swojej ulubionej czynności, treści swojego życia, dzielić z najbliższymi? Gotowość matki czy ojca do bawienia się to gotowość do uczestniczenia w tym, co dla dziecka najważniejsze, dzielenia z dzieckiem jego życia. Nawet najbardziej sztywny rodzic, pozbawiony poczucia humoru powinien mieć świadomość, że bawienie się z dzieckiem jest niezbędne. Nie tylko rozwija u dziecka wyobraźnię, intelekt, mowę, umiejętności społeczne, ale buduje podwaliny dobrego kontaktu z rodzicem na przyszłość.

Czasami też rodzic po prostu nie wie, w co i jak się z dzieckiem bawić...

Jeżeli mamy dziecko otwarte, przedsiębiorcze to samo wciągnie nas w swoje zabawy, wystarczy za nim podążyć. Ale nie oceniajmy pomysłów dziecka, zaakceptujmy je, zwłaszcza te często nudne dla nas dziecięce, klasyczne zabawy - picie niewidzialnej herbatki z miniaturowego serwisu czy smażenie placuszków z piasku na listkach. Nie lekceważmy tych pomysłów, nie mówmy, że są głupie, tylko po prostu wejdźmy do świata dziecka.

A jeśli dziecko jest skryte, mało żywiołowe i generalnie nie przejawia inicjatywy?

Tak też bywa. To nic złego, część dzieci po prostu ma taki temperament. Wtedy trzeba samemu wymyślić coś ciekawego, porwać czymś malucha, ale bynajmniej nie nową bajką w telewizorze. I nie czujmy się rozczarowani, jeśli nasza córka czy syn nie zechcą bawić się w ukochane zabawy naszego dzieciństwa (choć wiele z nich, np. zbijak czy gra w kapsle zachowało swą atrakcyjność dla kolejnych pokoleń). Ale możemy nie spotkać się z aplauzem, kiedy starszym dzieciom zaproponujemy zabawę w ciuciubabkę czy czytanie "Sierotki Marysi". One żyją już w innym świecie, warto więc zainteresować się, w co bawią się ich rówieśnicy. Można też poszperać w księgarni - dzisiaj jest mnóstwo książek z propozycjami wspaniałych zabaw dla dzieci. Ale bawić się z dzieckiem trzeba i już.

A potem? Kiedy już czas nieustannej zabawy przemija, dziecko idzie do szkoły, ma swoje sprawy, problemy, o których możemy nie wiedzieć? A na pytania: "Jak w szkole?" odpowiada zawsze: "Dobrze."

Ha, skoro zadajemy sztampowe pytania, to nie dziwmy się, że dostajemy sztampowe odpowiedzi. Takie pytania w stylu "Jak tam w szkole, w pracy?" to pytania, które generują takie właśnie reakcje. Pytajmy inaczej, o konkrety - "Co dziś robiłeś ze swoim przyjacielem na przerwie?" "Czy pani od matmy znów miała taki zły humor?" i tak dalej - to pokaże, że jesteśmy naprawdę zainteresowani, zaangażowani w życie dziecka, a nie tylko pytamy zdawkowo. Dziecko jest cudownym detektorem szczerości naszych intencji. Bądźmy więc szczerzy z dzieckiem, jeśli właśnie teraz nie mamy czasu porozmawiać, powiedzmy wprost "Teraz muszę skończyć ten raport, ale za pół godziny będę mieć czas tylko dla ciebie". Nie musimy robić nic na siłę.

Pozwolić dziecku na to, aby nie mówiło nam wszystkiego?

Jasne, to tylko buduje zaufanie. Pamiętajmy, że w życiu dziecka musi nadejść etap stopniowego usamodzielniania, alienowania się od rodziców. Dziecko zaczyna mieć swoje sprawy, tajemnice, nie zawsze jest tak otwarte jak dotychczas. Nie złośćmy się, tak ma być. Uważam, że dużo bardziej niepokojące jest, jeśli taki etap nie nadchodzi, kiedy dwunasto- czy czternastolatek jest wciąż tak blisko z mamą i tatą jak pięciolatek. Zawsze warto pamiętać, że my, rodzice, jesteśmy po to, żeby dziecko przygotować do dorosłego życia, a nie po to, żeby trzymać je przy sobie jak najdłużej.

Da się w tym trudnym okresie zachować bliskość z dzieckiem?

Oczywiście. Mam wrażenie, że trochę wyolbrzymiamy ten etap dojrzewania, przedstawiając go jako czas, w którym z dzieckiem w ogóle nie da się dogadać. Jeśli dziecko czuło nasz szacunek - bo nie tylko dziecko ma szanować rodzica, ale i na odwrót  - jeśli byliśmy z nim autentycznie blisko, to w okresie dojrzewania nie wydarzy się nic dramatycznego. Musimy zdawać sobie tylko sprawę z tego, że to czas bardzo szybkich zmian, nasz maluch ma w ciągu kilku lat stać się dorosłym odpowiadającym za siebie człowiekiem. Pozwalajmy więc na zmiany, które nie są destrukcyjne, ale mają charakter rozwojowy - na przykład takie, że to rówieśnicy stają się najważniejsi, że dziecko staje się niezależne. My mamy pomóc przejść dziecku przez ten okres.

A jak mu pomóc? I przy okazji pobyć razem z tym wymykającym się nieustannie z domu nastolatkiem?

Tu bardzo dużo zależy od tego, jak do tej pory układały się nasze kontakty z dzieckiem, jak spędzaliśmy z nim czas. Jeśli nie bawiliśmy się z nim, kiedy miało pięć czy osiem lat, a zaczniemy nagle dążyć do wspólnego spędzania czasu z piętnastolatkiem, zostania jego kumplem, to on natychmiast wyczuje fałsz i tylko wzruszy ramionami. Ale jeśli dotychczas wielokrotnie doświadczał frajdy ze spędzonych wspólnie z nami chwil, jeśli rodzinę łączy jakaś wspólna pasja - sport czy podróże, to potem dużo łatwiej jest podtrzymać bliską więź. Krótko mówiąc, na dobre przechodzenie całej rodziny przez okres dojrzewania dziecka trzeba sobie zapracować.