Shutterstock.com

Shutterstock.com (Shutterstock.com)

Strach napędza teorie spiskowe

- Teorie spiskowe wychodzą zazwyczaj od pytania "cui bono", czyli "kto na tym zyska". Kiedy już wyobrazimy sobie, kto może na tym zyskać, to - patrząc wstecz - możemy stwierdzić, dlaczego i jak to było zrobione. Zarazem teorie spiskowe tak selekcjonują fakty i ich interpretacje, że odbiorca zostaje z przekonaniem: "no tak, coś tu śmierdzi" - mówi mgr Kornel Stanisławski z Instytutu Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich i z Bednarskiej Szkoły Realnej, autor pracy magisterskiej o roli strachu w teoriach spiskowych.

Jaka jest definicja teorii spiskowej?

Ta definicja ewoluowała na przestrzeni lat. Z początku teoria spiskowa była - jak sama nazwa wskazuje - teorią o tym, że istnieje jakiś spisek. Potem: była to absurdalna teoria o tym, że istnieje jakiś spisek. A dziś dotarliśmy do momentu, w którym teoria spiskowa to dowolna absurdalna teoria, za którą wcale nie musi stać żaden spisek.

Dobrym przykładem może być sytuacja z 2014 roku, kiedy zaginął samolot malezyjskich linii lotniczych MH370. Jedna z teorii była taka, że być może pojawiła się mała czarna dziura, która go wessała. I to od razu zostało nazwane teorią spiskową. Chociaż czarna dziura to żaden spisek.

Jak odróżnić teorię spiskową od faktów historycznych lub oficjalnej wersji wydarzeń?

Teoria spiskowa zawsze jest nieoficjalna, niemainstreamowa. Krąży w drugim obiegu. I nie prezentuje faktów, tylko pytania. Pokazuje zbiegi okoliczności i sugeruje, że skoro jest ich aż tyle, to ktoś musi za nimi wszystkimi stać.

Teorie spiskowe wychodzą zazwyczaj od pytania "cui bono", czyli "kto na tym zyska". Kiedy już wyobrazimy sobie, kto może na tym zyskać, to - patrząc wstecz - możemy stwierdzić, dlaczego i jak to było zrobione. A zarazem ich propagatorzy tak selekcjonują fakty i ich interpretacje, że odbiorca zostaje z przekonaniem: "no tak, coś tu śmierdzi".

I wiemy, kto stracił - z reguły pewnie my, lud.

Różnie. Mamy różne kategorie wrogów w teoriach spiskowych. Czasami to są nasi wrogowie "nad nami", a czasem ci biedniejsi od nas. Np. mniejszości, które napływają z innego kraju i spiskują przeciwko nam.

Ponadto teoria spiskowa jest związana z tyloma pytaniami, że obalanie ich jest bardzo żmudne. Na przykład w przypadku teorii o World Trade Center było mnóstwo nieprawdziwych sugestii: że w wieże uderzyły pociski, a nie samoloty. Potem; że w ogóle nic nie uderzyło, tylko w środku były materiały wybuchowe. Potem, że to były dziwnie oznakowane samoloty. Obalając takie teorie tracimy mnóstwo czasu.

Czy dziś określenie "teoria spiskowa" jest w jakimkolwiek stopniu deprecjonujące?

Już nawet z pana pytaniem związana jest teoria spiskowa! Bo ostatnio pojawiła się taka teoria, że w latach 60., po zabójstwie Kennedy'ego, CIA specjalnie prowadziła operacje, żeby zdeprecjonować ten termin. Żeby ludzi, którzy o nim mówią, od razu odrzucić jako głupków czy paranoików. To z całą pewnością nieprawdziwa teoria, bo już wcześniej ten termin się pojawiał. I również w znaczeniu pejoratywnym.

Dziś określenie "teoria spiskowa" jest zdecydowanie pejoratywne w mainstreamowych mediach. Natomiast w internecie są tysiące ludzi, którzy się od niego nie odcinają. Uważam, że dziś jest dużo większa tolerancja na teorie spiskowe, niż kiedyś. Kiedyś większym wstydem było głoszenie czegoś, w co nie wierzy większość. Dzisiaj ludzie chlubią się takim indywidualistycznym podejściem. Na zasadzie: "a ja w to wierzę!"

I co mi zrobisz.

Tak - wierzę w to i co mi zrobisz. Ty masz swoje fakty, a ja mam swoje "alternatywne fakty".

Pije pan do określenia użytego niedługo po inauguracji Donalda Trumpa.

Ówczesny rzecznik prasowy prezydenta Sean Spicer powiedział wtedy, że na inauguracji był największy tłum, jaki pojawił się kiedykolwiek na tego typu uroczystości. Kiedy ludzie - choćby na podstawie zdjęć - stwierdzili, że wcale tak nie było, Kellyanne Conway, doradczyni Trumpa, powiedziała, że "wy macie takie fakty, a Sean Spicer pokazał alternatywne fakty". Skoro mamy zgodę na alternatywne fakty, to na teorie spiskowe jest zgoda tym bardziej.

Co najbardziej napędza teorie spiskowe?

Operowanie strachem i zadawanie pytań o zbiegi okoliczności. Powróćmy do tragicznych wydarzeń z 11 września 2001 roku. Wieże World Trade Center zapadają się z powodu dwóch porwanych samolotów - ciężko jest żyć w świecie, w którym dzieją się takie rzeczy. Nie chcę pracować w budynku, który zawali się przez dwa porwane samoloty. Nie chcę żyć w świecie, w którym może się to powtórzyć. Wolę wierzyć, że tam musiały być ładunki wybuchowe, bo to jest dużo mniej przypadkowe. Dlatego dość łatwo uruchomić w ludziach narrację: "aha, ktoś za tym widocznie stoi". Ktoś to zrobił na przykład po to, żeby wywołać wojnę.

Przecież to jest dość ponura perspektywa, że światem czy krajem rządzi grupa tajemniczych, potężnych postaci, które mogą sprokurować zamach, w wyniku którego ginie kilka tysięcy osób. A my jesteśmy szarakami, którzy nic nie mogą zrobić i nie mają na nic wpływu. W czym, w takim razie, tkwi popularność teorii spiskowych?

To jest dla pana ponure? Przecież takie myślenie zapewnia, że schodzi z pana jakaś sprawczość. Grupy w pewnym stopniu odsunięte od władzy lub takie, które czują się odsunięte, są bardziej skłonne do wiary w teorie spiskowe. Bo wygodniej jest pomyśleć, że czegokolwiek bym nie zrobił, to i tak gdzieś nade mną są szare eminencje, które wszystkim sterują.

Czy sam pan kiedyś wierzył w teorie spiskowe?

Tak, moja przygoda z nimi polegała na tym, że sam na nie trafiłem jakieś 10 lat temu. Byłem dość młody i oglądając te materiały łapałem się za głowę: no rzeczywiście! Czemu świat o tym nie mówi!?

Na podstawie własnych doświadczeń wiem, że pierwsze zetknięcie z teoriami spiskowymi otwiera oczy. Nagle jest iluminacja - już nie należę do motłochu, do sheeple (angielska gra słów: sheep - owca, people - ludzie - przyp. aut.), tych wszystkich tępaków wierzących w oficjalną wersję wydarzeń. Już wiem, kto i co za tym wszystkim stoi!

Natomiast utrata wiary w teorie spiskowe jest stopniowa i nie wiąże się z objawieniem, tylko z rozczarowaniem. Takim ciągłym przypominaniem sobie, że nawet, jeśli zadziały się jakieś trzy zbiegi okoliczności, to po pierwsze nie jestem pewien, czy rzeczywiście się zadziały, a po drugie: czy w ogóle jest między nimi jakakolwiek korelacja.

Sam w swojej pracy magisterskiej zająłem się filmem Aleksa Jonesa "Obama - wielkie oszustwo", powstałym w 2009 roku. Niedługo po inauguracji Obamy. To na jego przykładzie analizowałem chwyty socjotechniczne i sposoby manipulowania informacjami, jakich dopuszczają się ci, którzy propagują teorie spiskowe. Niepokojąca muzyka, sugestywne migawki i używanie strachu jako narzędzia. Bo jeżeli możemy odnaleźć coś, co powoduje ten strach, to od razu czujemy się lepiej. Bo okazuje się, że to nie świat jest niebezpieczny, tylko ten jeden gość, który jest za to odpowiedzialny. Na przykład Obama.

Kto jest szczególnie podatny na teorie spiskowe?

Grupy, którym gorzej się powodzi, które są wykluczone lub którym wydaje się, że są w jakimś stopniu pokrzywdzone. Jest też korelacja z anomią, czyli brakiem zaufania społecznego czy słabym zatrudnieniem. Im mniej kontroli ma dana grupa, tym większa jest szansa, że przypisze komuś wrogie intencje.

Czemu za kamień milowy teorii spiskowych uznaje się teorie na temat zabójstwa Kennedy'ego?

Chyba dlatego, że po tym zabójstwie zaczęło się akademickie zainteresowanie teoriami spiskowymi. W teorie, według których Lee Harvey Oswald nie działał sam przy zabójstwie prezydenta, wierzy ponad 50 procent Amerykanów. I to też jest argument, dla którego nie powinno się określać teorii spiskowych jakimiś zaburzeniami. Bo to by oznaczało, że ponad połowa populacji amerykańskiej jest zaburzona.

Poza tym to było pierwsze zabójstwo prezydenta nakręcone kamerą. Dzięki temu każdy może sobie zobaczyć i samodzielnie ocenić, czy trajektoria lotu kuli Oswalda jest prawdopodobna. W latach 90. był też film "JFK", który spopularyzował teorie dotyczące śmierci prezydenta.

Czy rozdziela pan teorie spiskowe na te mniej i bardziej groźne? Np. wiara w to, że Ziemia jest płaska czy że światem rządzą ludzie-jaszczury nie ma na nas takiego wpływu, jak wiara w to, że szczepionki wywołują autyzm.

Moim zdaniem wszystkie są groźne. Bo nawet wiara w płaską Ziemię podminowuje zaufanie do autorytetów, systemu czy nauki. Umowy społeczne czy procesy demokratyczne przestają działać, bo nagle okazuje się, że na szczycie są osoby, które oszukują. Z badań Teda Goertzela wynika, że teorie spiskowe z odległych dziedzin wzajemnie się napędzają: ktoś, kto wierzy w jedną ma większe szanse na to, żeby zaufać kolejnej. Więc, jeśli ponad połowa Amerykanów nie wierzy w oficjalną wersję śmierci prezydenta Kennedy'ego, to to nam pokazuje, jaki procent jest podatny na następne teorie.

Jak walczyć z teoriami spiskowymi? Czy coś mogą zdziałać np. oficjalne kampanie społeczne organizowane przez rządy?

Moim zdaniem nie - to by przecież dawało pożywkę tym, który wierzą w te teorie. Na zasadzie: "damned if you do, damned if you don't" - czego byś nie zrobił, jesteś zgubiony. Jeśli rząd o tym nie mówi, to znaczy, że ma coś do ukrycia. Ale jeśli poruszy ten temat, to wyniknie z tego, że stosuje propagandę.

Z drugiej strony mamy kampanie propagujące wiedzę medyczną o szczepionkach.

Tak, ale nie wiem, jaka jest ich skuteczność. Bo jeżeli wierzysz, że Big Pharma kontroluje szczepionki, to taka kampania uliczna raczej cię do niczego nie przekona.

Powróćmy więc do pytania: czy da się jakkolwiek przekonać radykalnego fana teorii spiskowych, że jego teoria może być nieprawdziwa?

Dobre pytanie. Moim zdaniem nie. Kiedyś zorganizowano debatę na temat filmu "Loose Change" (polski tytuł: "11 września: niewygodne fakty" - przyp. red.), którego twórcy kolejnymi pytaniami o kolejne zbiegi okoliczności wykazują, że zawalenie się dwóch wież to musiała być inside job (ang. "wewnętrzna robota" - przyp. red.) rządu amerykańskiego. W debacie wzięli udział twórcy filmu i redaktor pisma "Popular Mechanics", który obalał te ich teorie.

Oglądanie tej dyskusji było bolesne, bo na każdy argument naukowy pracownika czasopisma, tamci odpowiadali kolejnym pytaniem i kolejnym zbiegiem okoliczności. A ostatecznie powiedzieli, że jest kłamcą.

Da się odpowiednio przygotować do takiej debaty? Czy nawet do rozmowy przy świątecznym stole z wujkiem, który wkroczył w "mroczną część YouTube'a i obejrzał godziny "szemranych" materiałów?

Ciężko. Tym bardziej, że mamy dodatkowe przekonanie tej osoby, że ona jest lepsza niż pan. Bo pan jest częścią tego łatwowiernego motłochu. A on jest "przebudzony". I w końcu może paść ostateczny argument: najpierw obejrzyj 6 godzin filmów z YouTube'a, które ja obejrzałem, to dopiero pogadamy.

A może teorie spiskowe trzeba publicznie obśmiać, żeby stały się mało atrakcyjne?

Serial "South Park" to robi. W jednym z odcinków doprowadził teorie spiskowe dotyczące 9/11 do absurdu twierdząc, że to rząd amerykański stoi za ich stworzeniem. Po co? Żeby ludzie mieli wrażenie, że jest tak omnipotentny, że mógł zorganizować taki zamach. A nie taki bezradny, że nie potrafił zapobiec katastrofie. Nie sądzę jednak, czy da się w ten sposób kogokolwiek przekonać.

Ludzie rozprzestrzeniający teorie spiskowe - w tym np. wspomniany Alex Jones - często mówią do odbiorcy: jeśli nie wierzysz, to sprawdź fakty na własną rękę. Czy uważa pan, że to szczera zachęta?

Nie - uważam za to, że to świetny chwyt. W czasach, w których byłem bardziej skłonny, by wierzyć w teorie spiskowe, byłem przekonany, że skoro ktoś prosi, żebym samodzielnie sprawdził fakty, to to oznacza, że te fakty muszą być prawdziwe. Bo przecież on by swoją twarzą czy reputacją nie ryzykował, prawda? To był dla mnie taki dowód: przecież ja też mógłbym dojść do tych samych wniosków. Tylko on za mnie wykonał tę pracę.

A czy były takie sytuacje, w których fani teorii spiskowych "triumfowali", udowadniając jakąś teorię?

Nie pamiętam takiej sytuacji, żeby coś, czemu przez długi czas mainstreamowe media zaprzeczały, nagle okazało się prawdziwe. Możliwe, że tak było - ja nie znam takich sytuacji. Chociaż oczywiście zdarzały się momenty w historii, w których odkrywano pewne spiski, np. Watergate. Tylko tam dążenie do prawdy wymagało poważnego śledztwa dziennikarskiego, a nie stworzenia wieloletniego ruchu "Watergate Truth".

Operacja Northwoods -zaplanowana za czasów Kennedy'ego przez CIA - bardzo szeroko nakreślała i proponowała rozwiązanie o nazwie "false flags attacks". Czyli symulowanie ataków Kubańczyków, żeby Amerykanie mieli pretekst do otwarcia konfliktu zbrojnego z Kubą. Tam wchodziło w grę m.in. porywanie samolotów pełnych studentów, którzy tak naprawdę byli agentami.

Ta operacja nigdy nie doszła do skutku, ale dopiero Kennedy ją zakwestionował. Dokumenty na ten temat zostały odtajnione w latach 90. To pokazuje, że żyjemy w świecie, w którym ileś szczebli funkcjonariuszy zatwierdziło taką operację. A prezydent ją zakwestionował. I na jednym z forów, na których jest długa lista teorii spiskowych przy tej sprawie jest dopisek - "Kennedy zakwestionował tę operację i wszyscy wiemy, co się stało potem".

Więc teorie spiskowe to nie osobne narracje, a cała wizja świata, w której w związku z tym, że szare eminencje rządzą światem, to Kennedy, który przeciwko nim zaprotestował, musiał zostać zlikwidowany. Tworzy się cały łańcuch wydarzeń.

Dlaczego internet, w którym można znaleźć niemal całą wiedzę, jaką nasza cywilizacja zdołała zgromadzić, tak mocno spopularyzował teorie spiskowe oparte na półprawdach, niedopowiedzeniach, błędach poznawczych i kłamstwach?

Bo internet jest zupełnie pluralistyczny. Żeby pracować np. w redakcji poważanej gazety, trzeba mieć pewną wiedzę, umieć zrobić research, oddać tekst przełożonemu, który naniesie poprawki, itd. I w takiej redakcji jest ograniczona liczba wakatów. A w internecie każdy może założyć kanał na YouTube czy napisać posta na Facebooku. Internet jest tak demokratyczny, że ułatwia rozprzestrzenianie się teorii spiskowych. To rzeczywistość, w której mój komentarz na Facebooku może mieć taką samą wagę, jak nagłówek z "New York Timesa".

Ponadto istnieją badania, dotyczące tego jak na Twitterze popularyzowane są "alternatywne fakty" ws. masowych strzelanin w USA. Twitter to "alternative media ecosystem", czyli skomplikowana sieć botów i ludzi, którzy tworzą i potem promują teorie spiskowe, podminowujące wiarę czytelników w oficjalną wersję wydarzeń.

Mamy też zjawisko "echo chambers", które dowodzi, że internet wcale nie otwiera nas na odmienne zdanie. Raczej selekcjonujemy i ukrywamy na Facebooku tych znajomych, z którymi się nie zgadzamy. I ograniczamy się do forów, które odpowiadają naszym poglądom.

A czemu naukowa wiedza przegrywa z teoriami spiskowymi?

Bo nauka jest mniej ciekawa od teorii spiskowych. One są łatwiejsze. Dają nam narrację, spinają się w czytelną całość. Artykuły naukowe są mniej przebojowe, bo operują trudniejszym językiem i odleglejszymi pojęciami: "z dużym prawdopodobieństwem, na podstawie licznych testów, wykazaliśmy, że jest tak, a nie jest tak". To jest dużo mniej atrakcyjne stwierdzenie, niż: "jak Boga kocham, osobiście znam jedno dziecko, które dostało autyzmu od szczepionki".

Czy w takim razie uważa pan, że kiedykolwiek nastąpi odwrót od teorii spiskowych?

W ogóle nie widzę takiej możliwości. Bardzo bym się zdziwił, gdyby tak się stało.