'Coco'

'Coco' (Fot. Pixar, mat. prasowe)

Rodzina, muzyka, marzenia. Na "Coco" - nowym filmie Pixara - całe sale będą płakać

"Żadnej muzyki!" - wciąż i wciąż słyszy 12-letni Miguel. Te dwa słowa prześladują go od urodzenia. Chłopak pochodzi bowiem z rodziny, w której muzyka jest "na cenzurowanym". Tak, każda muzyka. Co zrobi chłopiec, dla którego nie ma rzeczy ważniejszej od dźwięków gitar i trąbek meksykańskich orkiestr mariachi?

"Coco" to najnowszy film studia Disney/Pixar. Artyści Pixara stworzyli dotąd wiele obsypanych Oscarami arcydzieł, z "Odlotem", "Gdzie jest Nemo" i serią "Toy Story" na czele.

W ciągu 20 lat, jakie minęły od pierwszej części przygód zabawkowego kowboja Woody'ego, Pixar stworzył 12 pełnometrażowych filmów opartych na oryginalnych, odważnych pomysłach.

Przykłady? Zardzewiały robocik Wall.E wyraża miłość jedynie niewerbalnie, a kilkadziesiąt pierwszych minut filmu o nim to właściwie nieme kino. Z kolei "W głowie się nie mieści" odważnie zagląda do... ludzkiego mózgu. Bawi, wzrusza i opiera się na solidnych podstawach - twórcy scenariusza konsultowali historię ze światowej sławy psychologami. Jak często takie rzeczy widuje się w kinie dla dzieci?

Również "Coco" nie jest kolejnym typowym filmem familijnym, jakich w kinach pełno. Jest odważny, oryginalny, kolorowy i tak wzruszający, że nie wyobrażam sobie, by był ktoś, komu nie pocieknie po policzku choćby jedna łza.

BMARIGOLD BRIDGE  In DisneyPixars Coco,Miguel (voice of newcomer Anthony Gonzalez) desperately wants to prove hismusicaltalent. But when he strums the guitar ofhis idol, the late Ernesto de la Cruz, Miguel sets off a mysterious chain of events and finds himselfand his loyal dog Dantecrossing into the Land of the Dead via a breathtaking bridgemadeof marigoldpetals.Directed by Lee Unkrich, co-directed by Adrian Molina and produced by Darla K. Anderson, Coco opens in theaters Nov. 22, 2017. 2017 DisneyPixar. All Rights Reserved.
Fot. Pixar, mat. prasowe

O co tu chodzi?

Film rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu lat i opowiada o kilku pokoleniach pewnej meksykańskiej rodziny. Głównym bohaterem jest mały Miguel, którego prapradziadek wiele lat wcześniej opuścił swą żonę i córkę, by wyruszyć w świat i grać na gitarze. Mimo że od tamtych wydarzeń minęło już jakieś sto lat, rodzinny dezerter do dziś okryty jest hańbą - jego twarz wycinana jest ze zdjęć, a w domu nie wolno ani słuchać piosenek, ani grać na jakimkolwiek instrumencie.

Miguel nie ma więc łatwo - tym bardziej, że muzykę szczerze kocha. Kiedy chce pobrzdąkać trochę na prowizorycznie skonstruowanej gitarze, musi się ukrywać przed wzrokiem członków rodziny. Jego jedynym powiernikiem jest wesoły psiak Dante. Miguelowi marzy się jednak większa publiczność, ogromne koncertowe sale i przynajmniej tyle fanek, ile miał jego idol: sławny piosenkach i kompozytor Ernesto de la Cruz.

Co się wydarzy, kiedy chłopak zorientuje się, że jego prapradziadkiem jest właśnie boski Ernesto? Nie będę zdradzał zbyt wiele, powiem tylko, że Miguel wyruszy w daleką podróż, spotka wielu swoich przodków i będzie próbował przekonać rodzinę, że muzyka to żaden grzech.

"Coco" jest zatem uniwersalną opowieścią o więzach rodzinnych, szacunku dla tych, co odeszli i o pogoni za marzeniami, wbrew przeciwnościom i presji otoczenia. To mądry film odpowiadający na pytania, które mógłby zadać sobie każdy. Bywa zabawny, ale nawet przez moment nie błaznuje. No i - przede wszystkim - "Coco" jest SZALENIE wzruszający.. Jeśli płakałeś na "Odlocie" czy na "Toy Story 3" (a umówmy się - wszyscy płakali!) - również i finał "Coco" zmusi Cię do wyciągnięcia chusteczek.

Żadnych gringo

Choć historia, którą opowiada "Coco", jest uniwersalna i zrozumiała pod każdą szerokością geograficzną, to zarazem jeden z niewielu filmów Pixara umiejscowionych w prawdziwym, bardzo konkretnym miejscu. "Merida Waleczna" rozgrywała się w Szkocji, "Ratatuj" w stolicy Francji. "Coco" przenosi za to widza do Meksyku.

Cały film jest przesiąknięty meksykańskim klimatem. Mamy więc kolorowe girlandy, kapelusze sombrero, kobiety w barwnych szerokich spódnicach i mnóstwo gitarowej muzyki. Bohaterowie spotkają na swej drodze nawet Fridę Kahlo.

Atmosfera jest naprawdę niezwykła i pozwala na całego "wsiąknąć' w opowiadaną historię. Wizualnie "Coco" to prawdziwa perełka. Nie będzie przesadą, jeśli stwierdzę, że to jeden z najbardziej kolorowych filmów w historii Disneya!

NO MUSIC  In DisneyPixarsCoco, which opens in U.S. theaters on Nov. 22, 2017, aspiring musician Miguel challenges his familys generations-old ban on music, spending time with a local mariachi. But his grandmother Abuelita promptly puts a stop to it. Coco features Lombardo Boyar as the voice of the mariachi, Rene Victor as the voice of Abuelita and Anthony Gonzelez as the voice of Miguel. 2017 DisneyPixar. All Rights Reserved.
Fot. Pixar, mat. prasowe

Co na to Meksyk?

Reakcje osób pochodzących z Meksyku lub z tym krajem powiązanych są wręcz entuzjastyczne.

- Jako Meksykanka bałam się o to, w jaki sposób twórcy filmu ukażą kulturę kraju, z którego się wywodzę - powiedziała youtuberka Rapunali17. - I mogę powiedzieć, że jestem całkowicie usatysfakcjonowana. Co prawda nie obyło się bez paru stereotypów, ale dla mnie nie były one w jakikolwiek sposób obraźliwe.

To niejedyny głos tego typu pochodzący z południowego sąsiada Stanów Zjednoczonych. "W filmie widać podziw i szacunek dla meksykańskiej kultury" - napisał Alonso Diaz de la Vega z czasopisma "El Universal". Jeszcze dalej poszedł Rafael Rosales Santos piszący dla "Konexion": "'Coco' to prawdziwy list miłosny dla Meksyku!".

W poszukiwaniu inspiracji

Twórcy przyznają, że warstwa audiowizualna "Coco" jest bardzo mocno zainspirowana wyjazdem ekipy do Meksyku.

- Zwiedzaliśmy wielkie metropolie i małe miasteczka - wspomina Adrian Molina, scenarzysta.

- Doświadczyliśmy kolorów, zapachów. i tego ich niesamowitego jedzenia. Oglądaliśmy też wspaniałą architekturę - dodaje producentka Darla Anderson.

Sam reżyser filmu, Lee Unkrich (odpowiedzialny również za wspomniane "Toy Story 3") uważa, że wyjazdy do Meksyku zainspirowały nie tylko wygląd filmu, ale też jego scenariusz i kluczową dla historii rolę rodziny.

Daj się porwać dźwiękom gitary

Jednak nie tylko rodzina jest w "Coco" tak istotna. Film ma też drugi, równie ważny temat przewodni: muzykę. "Coco" nią tętni!

- Szybko zorientowaliśmy się, że film będzie opowiadał nie tylko o rodzinie, ale i o muzyce - wspomina reżyser. W ten aspekt obrazu włożono olbrzymią pracę - nad piosenkami pracowało ponad 50 muzyków. Efekt jest piorunujący - w kinie nieraz łapałem się na rytmicznym ruszaniu kolanem, a po wyjściu z sali śpiewałem pod nosem filmowy szlagier: "Remember me" (po angielsku "Pamiętaj mnie"). Numer nie chciał mi wyjść z głowy przez cały następny dzień. To będzie hit - premiery filmu jeszcze nie było, a piosenka ma już ponad milion odsłuchań na YouTubie: 

Idź na "Coco", wróć do "Krainy lodu"

Na najnowszy film Pixara powinni iść też wszyscy fani "Krainy lodu". Dlaczego? Ano dlatego, że przed seansem puszczany będzie krótkometrażowy film pt. "Kraina lodu. Przygoda Olafa" .

21-minutowy obraz skupia się na kochanej na całym świecie postaci zabawnego bałwana. Tym razem Olaf weźmie udział w specjalnej misji ratowania świąt Bożego Narodzenia.

Jednak niezależnie od krótkometrażówki związanej z kultowym filmem sprzed lat, to "Coco" będzie głównym daniem. Weź udział w meksykańskiej przygodzie i daj się wzruszyć! Idź na "Coco" - najlepiej z całą rodziną (tak, babcię i dziadka też zabierz). I pamiętaj - niech każdy ma w zanadrzu przynajmniej jedną paczkę chusteczek.

Premiera filmu już 24 listopada.

Zobacz także