Olaf

Olaf (Fot. Disney)

Nie byli głównymi bohaterami, ale i tak ich kochamy. Najlepsze postaci drugoplanowe z filmów Disneya

Po angielsku mówi się na nich "sidekicks", po polsku pomocnicy lub pomagierzy. Drugoplanowe postaci u boku głównego bohatera mają niemały wpływ na jego przygody i często są wyrazistsze niż on sam.

Towarzysze protagonistów zawsze mieli swoje istotne miejsce w kulturze: w literaturze, filmach, komiksach i grach. Sancho Pansa, doktor Watson, Robin, Chewbacca - niby stoją trochę w cieniu, a jednak bez nich opowieść nie była byłaby taka sama.

Ekranową moc postaci tego typu postaci znakomicie podsumowuje fakt, że już za chwile przed seansami nowej barwnej animacji Disneya "Coco," widzowie zamiast standardowej krótkometrażówki studia będą mieli okazję zobaczyć aż dwudziestominutowy film "Kraina lodu. Przygoda Olafa". Główne role zagrają tytułowy charyzmatyczny bałwan i charakterny renifer.

I chyba nikt z taką gracją nie kreował przez lata wyrazistych postaci drugoplanowych, jak studio Disneya. Zanurzmy się więc na chwilę w przepastny świat animacji, żeby przyjrzeć się kompanom najbardziej wybijającym się z tłumu.

Mądrości świerszcza

Już w pierwszej pełnometrażowej animacji Disneya Królewnie Śnieżce pomagało aż siedmiu krasnoludków. Każdy z nich miał zupełnie odrębny charakter oraz wygląd. Chociaż byli dopiero protoplastami typowych pomagierów, to wyróżniała ich niezniszczalna przyjacielska więź z głównym bohaterem/bohaterką.

Słownikowy przykład "sidekicka" pojawił się za to już w kolejnej animacji - Pinokio nie przetrwałby zapewne ani minuty, gdyby na ekranie nie wspomagał go świerszcz Hipolit, będący sumieniem nieogarniętej kukiełki. Mądry, a do tego elegancki - nosił gustowny frak, parasolkę i cylinder. A na koniec za swoją ciężką pracę dostał nawet medal od wróżki.

Pinokio
Fot. mat. prasowe

Zgoła inny model pomagiera wykreował we wczesnych filmach studia Tuptuś z "Bambiego" - hiperaktywny królik miał przede wszystkim wprowadzać sporą dawkę humoru i zamiast być mentorem, zastępował osieroconemu jelonkowi rodzinę.

Magiczny pył

Ponad dekadę później z gracją w świat animacji wbiła się miniaturowa Dzwoneczek z "Piotrusia Pana" - wymykająca się schematom, stanowiąca przykład silnej kobiety, która może i miała za zadanie wspomagać wiecznego chłopca, ale potrafiła wyraźnie pokazać, gdy coś jej nie odpowiada (a wszystko to za pomocą gestów, gdyż nie wypowiadała ani słowa). Rezolutna, pomysłowa, dosyć odważnie zaprojektowana jak na swoje czasy, a mimo małego wzrostu niezwykle wyrazista. Nic dziwnego, że do dzisiaj ma w popkulturze swoje znaczące miejsce i już dawno przerosła animowanego Piotrusia, gdyż regularnie pojawia się w serii swoich własnych filmów.

Moimi ulubionymi drugoplanowym bohaterami Disneya jest, niestety dzisiaj mocno zapomniane, trio ze "101 dalmatyńczyków" - składające się z konia Kapitana, psa Pułkownika i kota Sierżanta Czmycha. Banda starych wyjadaczy, którzy są stuprocentowymi altruistami i stawiają na szali swoje życie, żeby tylko połączyć szczeniaki z rodzicami. Szczególnie aktywny jest tu Czmych - urządza zakrojoną na szeroką skalę akcję dywersyjną, żeby wyciągnąć niewiniątka z opresji. A przy tym jest tu miejsce na humor, gdy rozprawiają się z Nochalem i Baryłą.

Warto też chociaż na chwilę wspomnieć o wiecznie zasępionej sowie Archimedesie z "Miecza w kamieniu". To postać łącząca cechy świerszcza Hipolita, Clinta Eastwooda i Einsteina, która musi wyciągać z kolejnych kłopotów małego króla Artura i zwichrowanego Merlina.

Jednak prawdziwym królem kumpelskiego niesienia pomocy w latach 60. jest bez wątpienia niedźwiedź Baloo z "Księgi dżungli" - bestia do rany przyłóż, prawdziwe umisiowienie kontrkulturowych przemian swoich czasów. Baloo wyznający filozofię cieszenia się światem i życia z dnia na dzień. Każde zwierzę, które Mowgli poznaje w dżungli, uczy go czegoś innego, kształtując jego charakter.

Mowgli i Baloo
Fot. mat. prasowe

Ale to Baloo pokazuje, że nawet do niebezpiecznych warunków życia w dziczy można nabrać dystansu, wyśpiewując takie oto mądrości: "Już nie myśl o kłopotach swych i troski porzuć, dobrze żyj. Jak miś od dziś ze smutków głośno drwij. Bo przecież życie piękne jest, wystarczy tylko mieć, co jeść, a wtedy smutki prysną byle gdzie".

Nic dziwnego, że figura poczciwego niedźwiedzia powracała w świecie Disneya nie raz - czy to pod postacią Małego Johna w "Robin Hoodzie", czy w wersji z serialu "Super Baloo", gdzie Baloo otwiera lotniczą firmę transportową.

Na sawannie

Prawdziwy wysyp charakterystycznych pomagierów nastąpił jednak w przypadającej na lata 90. złotej erze animacji Disneya, gdy kolejne hity przywoziły do studia niepoliczalną ilość gotówki (składowaną zapewne w skarbcu Sknerusa).

Był to czas złotych duetów, a nawet tercetów. W 1989 roku u boku Ariel w "Małej Syrence" pojawiła się nie tylko żądna przygód pucołowata rybka Florek, lecz i wymagający i przestrzegający zasad krab Sebastian, dodatkowo obdarzony fantastycznym głosem.

W zrealizowanej niedawno aktorskiej wersji "Pięknej i Bestii" powróciła znakomita dwójka z 1991 roku - przykład tego, że przeciwieństwa się przyciągają, nawet w przyjaźni. Zmysłowy francuski świecznik Płomyk i flegmatyczny brytyjski zegar Trybik - niby ogień i woda, a przyjaciele na dobre i na złe, którzy wprowadzają Bellę w świat arystokratycznej Bestii.

Jeszcze bardziej zróżnicowana była świta Aladyna - tutaj przebojowego złodziejaszka czynnie wspierała trójka pomocników, a każdy z nich odpowiadał za inną sferę "wspomagania": nieprzewidywalny Dżin (o głosie nieodżałowanego Robina Williamsa) może uchodzić za sędziwego mistrza, obdarzony świadomością Latający Dywan nieustępliwie popycha swojego pana do działania, a małpka Abu - jeszcze przebieglejsza niż jej pan - jest kumplem nie do zdarcia, bratem z innej matki Całe trio znakomicie się uzupełnia i jest sztandarowym przykładem disneyowskiego przesłania, że przyjaźń przezwycięży wszystko.

Wszystko to jednak było dopiero wieloletnia przebieżka przed debiutem najbardziej znanego duetu z drugiego planu, który przerósł dzisiaj wszystkich bohaterów oryginalnego filmu - w tym swojego kumpla, samego władcę zwierząt. W jednym z największych hitów w historii studia, "Królu Lwie", Timon i Pumba - niewielka surykatka i potężny guziec - pojawiają się dosyć późno w fabule, ale z miejsca stają w świetle jupiterów. 

Simba, Timon i Pumba
Fot. mat. prasowe

Najpierw ratują umierającego Simbę, a chwilę później wykładają na stół jeden z najbardziej znanych disneyowskich prądów filozoficznych: hakunę matatę. Niczym Baloo żyją pełnią życia, konsumują robaki, ale gdy trzeba, poświęcają się dla sprawy. Ten duet stał się niespodziewanie prawdziwą twarzą marki i z werwą uciągnął m.in. kontynuacje filmu i swój własny serial.

Warty wzmianki z tego okresu jest także Mushu z Mulan - postać małego smoka, mylonego często z jaszczurką (czego nienawidził), znakomicie łączy świat chińskich legend, figurę mistrza z filmów kung fu i wybuchowy charakter podkładającego mu głos Eddiego Murphy'ego (przypomnijmy, że w polskiej wersji dubingował go Jerzy Stuhr).

Domo arigato, Mr. Roboto

Wejście w XXI wiek zwiastowało nieuchronne przejście z klasycznej rysowanej animacji w ramy dopakowanej najnowszymi technologiami grafiki 3D. Ściśle wiązało się to z połączeniem Disneya z Pixarem. To studio, które w połowie lat 90. zupełnie zmienił zasady obowiązujące na rynku pełnometrażowych animacji.

I pomagierzy również z gracją wpisywali się w te przeobrażenia, a najbardziej charakterystyczni byli z nimi ściśle związani. W "WALL-E" - jednym z najoryginalniejszych romansów w historii kina - za wyrazistego sidekicka może uchodzić swojski karaluch, który jednak nie chciał zabierać czasu ekranowego zakochanym.

Z kolei w zatopionym po uszy w fascynującym świecie elektronicznej rozrywki "Ralphie Demolce" niby wspomagać tytułowego bohatera powinna cyfrowa (na wielu poziomach) Wandelopa von Cuks, ale charyzmatyczna dziewczynka tak bardzo zaczarowała ekran, że w pewnym momencie to ona stała się rdzeniem opowieści i jej historia zyskała status równy przemianie Ralpha. A technologiczną drogę Disneya niejako podsumowuje uroczy olbrzym Baymax z "Wielkiej Szóstki" - łączący wielką siłę z jeszcze większym robo-sercem.

Czasy się zmieniają, tak jak i technologia czy fabularne fascynacje. Jedno jest jednak pewne - za każdym wielkim (lub mniejszym) bohaterem Disneya zawsze stoją jacyś wyraziści pomagierzy, którzy dla przyjaźni są zdolni do największych poświęceń, a przy tym nigdy nie tracą dobrego humoru. Olaf i jemu podobni to postacie drugoplanowe jedynie z nazwy, bo ich silne charaktery praktycznie za każdym razem przejmują na siebie światła jupiterów. I bardzo dobrze - hakuna matata!

Zobacz także