Pani Teresa w Hanoi

Pani Teresa w Hanoi (Fot. archiwum prywatne)

Przeszli na emeryturę i ruszyli w świat. Pani Teresa objechała już stopem 50 krajów, a pan Henryk przeszedł 850 km na pielgrzymce

"Dziękuję za maila, ale w tej chwili jestem w podróży po Australii, często nie mam dobrego połączenia. W chwili obecnej prowadzę cygańskie życie, wędrując po Australii już prawie dwa lata". Tak na mojego maila z prośbą o rozmowę odpisała 71-letnia Barbara Meder, podróżniczka, informatyczka, seniorka.

Pani Barbara ma na koncie dwie książki, napisane krótko przed sześćdziesiątką jako relacje z dwóch samotnych rocznych wojaży. "Babcia w Afryce" podróżowała już wcześniej, odwiedziła między innymi Afganistan, Sri Lankę i Indie, ale dopiero ilość wolnego czasu, jaką daje emerytura, pozwoliła jej w pełni poświęcić się swojej pasji.

Pani Elżbieta, emerytowana nauczycielka chemii, która właśnie skończyła 68 lat, w ciągu ostatnich pięciu lat odbyła aż dziesięć zagranicznych podróży, między innymi do Malezji i Indii, twierdzi, że nie lubi podróżować, ale lubi się włóczyć.

78-letni Pan Henryk Deptuła w czerwcu wrócił z pieszej wędrówki 850-kilometrowym średniowiecznym szlakiem pielgrzymkowym Szlakiem Świętego Jakuba, zwanym również Camino de Santiago w Hiszpanii.

Pani Teresa Bancewicz, 84-letnia artystka-plastyk, w środowisku podróżniczym znana jest jako królowa polskiego autostopu. Nic dziwnego, od momentu kiedy na dobre ruszyła w drogę, po 60 urodzinach, zwiedziła w ten sposób ponad 50 krajów.

Wiele osób uważa, że emerytura to czas na bawienie wnuków i raczej bierny odpoczynek. Czy rzeczywiście tak jest?

Herbata z Jose Mujicą

Piesze wędrówki pana Henryka zaczęły się od... problemów zdrowotnych. - Zacząłem mieć problemy z nerkami, ale udało się je pokonać. Nigdy nie byłem specjalnie praktykujący, ale pomyślałem, że może pójdę do Częstochowy. Zacząłem to rozważać, nie mogłem się zdecydować, aż przeczytałem artykuł o dziewczynie, która chorowała na stwardnienie rozsiane i jej największym marzeniem było iść z psem na spacer. To przeważyło szalę - opowiada.

Pielgrzymka do Częstochowy i codzienne długie spacery okazały się być świetnym treningiem przed ponad czterotygodniową wędrówką szlakiem Camino de Santiago.

Dla pani Elżbiety głównym celem podróży jest przyroda. Działalność opozycyjna, która skutkowała brakiem paszportu, dzieci, potem brak funduszy opóźniły realizację planów, ale w końcu jej marzenia spełniły się i to z nawiązką. W malezyjskiej dżungli jeździła na rowerze, w Tajlandii trafiła na dziewiczą plażę, a w Izraelu zamarzyło jej się spanie na pustyni.

- Złapałam na stopa hipiskę z dredami, która ugościła mnie w aśramie na pustyni. Bardzo chciałam spać pod gwiazdami, ale wszyscy mówili, że na pustyni w nocy jest taka energia, że nie dam rady zasnąć. Mieli rację, kiedy tylko rozłożyłam śpiwór na ziemi, od razu odechciało mi się spać - wspomina.

Tajlandia, Koh Tarutao. Zdjęcie pani Elżbiety
Fot. archiwum prywatne

Pani Teresie podróże pozwoliły na spełnienie jednego z największych marzeń. Dwa lata temu, podczas podróży po Urugwaju spotkała się z prezydentem, Jose Mujicą, znanym ze skromnego stylu życia.

- Po prostu przyjechałam na jego farmę i weszłam na podwórko. Nie było tam ani ogrodzenia, ani ochroniarzy, tylko kurki grzebały w ziemi. Jest tam tak kochany, że nikt nie ośmieliłby się zrobić mu krzywdy - mówi pani Teresa.

Czy takie podróżowanie jest bezpieczne? Pani Elżbieta uważa, że dla niej owszem, bardziej niż dla innych podróżników - jako starsza i mniej majętna podróżniczka nie będzie łakomym kąskiem dla rabusiów.

Pani Teresa spytana o przygody podczas autostopowania mówi: - Kiedy zaczęłam w ten sposób jeździć, byłam całkiem atrakcyjna, szczupła, drobna, ludzie mylili siwiznę z platynowym blondem. Kiedy kierowcy zaczynali robić niemoralne aluzje, zawsze zmieniałam temat rozmowy na ceny benzyny. W większości krajów każdy kierowca miał na ten temat coś do powiedzenia.

Podróż jak sanatorium

Według badań CBOS 55 proc. Polaków powyżej 60. roku życia nigdy nie wyjeżdża poza swoje miejsce zamieszkania, a aż 77 proc. ankietowanych nie było za granicą. Badacze zauważają, że istnieje związek między optymizmem a aktywnością w podeszłym wieku. Aż 59 proc. seniorów z najbardziej aktywnej grupy zgadza się ze stwierdzeniem, że jeszcze wiele dobrego może się wydarzyć w ich życiu.

Trudno powiedzieć, czy to podróże mają wpływ na pogodę ducha, czy może optymistyczne podejście ułatwia podróżowanie. Jedno jest pewne: pani Teresa jest żywym przykładem związku tych dwóch kwestii. - W pierwszą samotną wyprawę autostopem wyruszyłam dlatego, że lekarz stwierdził u mnie depresję i zalecił zmianę otoczenia - mówi.

- Depresja to taka choroba, która wpływa też na ciało. Miałam problemy ze skórą, wypadały mi włosy i zęby. Od razu po wyruszeniu w drogę mój stan poprawił się zupełnie. Leki, które ze sobą wzięłam, nie były mi już potrzebne - dodaje podróżniczka.

Emerycki budżet

Jak twierdzą starsi podróżnicy, dalekie wojaże z niskim budżetem są możliwe, pod jednym warunkiem: trzeba być przygotowanym na niższy komfort podróżowania. Podczas mojej podróży do Irlandii odkryłam istnienie hosteli. Pokoje dzielone z innymi turystami są znacznie tańsze, spanie na piętrowym łóżku mnie nie przeraża, a do tego większość tego typu obiektów ma kuchnię, co pozwala oszczędzić na posiłkach, twierdzi pani Elżbieta.

Pani Teresa wszędzie jeździ autostopem, a śpi pod namiotem. Na pierwszy wyjazd, do Finlandii zabrała ze sobą 10 kilogramów płatków owsianych i swoje prace, kompozycje z suszonych kwiatów, które tak się spodobały w Helsinkach, że z pieniędzy uzyskanych z ich sprzedaży mogła sfinansować resztę wyprawy. Większość nocy podczas wyjazdów spędza u napotkanych ludzi, w parafiach albo pod namiotem.

Całościowe koszty wyjazdów nie muszą zrujnować emeryckiej kieszeni. W większości przypadków jestem w stanie ograniczyć wydatki i utrzymać się na miejscu ze swojej emerytury, mówi pani Elżbieta. To, na co muszę odłożyć ekstra, to bilet lotniczy, dlatego dorabiam sobie korepetycjami z chemii.


Pani Teresa autostopem pojechała zobaczyć Chiński mur. Obok wiza do Chin (fot. archiwum prywatne)

Ważnym wydatkiem w budżecie podróżnika są wizy. Opłaty i wymagania wobec stanu konta są stałe i trudno je obniżyć, ale pani Teresa poradziła sobie również z tym. - Kiedy chciałam jechać do Izraela, powiedziano mi, że żeby dostać wizę muszę mieć 60 dolarów na każdy dzień pobytu. 60 dolarów to fortuna, a ja miałam 600 złotych na cały wyjazd. Pokazałam im wtedy moje prace i powiedziałam, że planuję je sprzedać - mówi. Wiza, którą pani Teresa dostała, przyszła z ambasady razem z listem z życzeniami powodzenia w podróży.

Czasami warto też mądrze zaplanować przewalutowanie. Pani Elżbieta ma na to sposób. - Dotychczas zupełnie nie zwracałam uwagi na to, ile mnie kosztuje spread, czyli koszty wymiany walut. Korzystałam po prostu z bankomatów. Ale przed wyjazdem do Indii obliczyłam, że taniej będzie wymienić pieniądze w kantorze internetowym i założyć sobie konto dolarowe - przyznaje.

Carpooling i Wikicamp

Podróżujący seniorzy zadają kłam stereotypowi starszej osoby piszącej na klawiaturze jednym palcem. Zapytani o ulubione strony i aplikacje, sypią nazwami jak z rękawa. - Stale używam aplikacji Wikicamp na smartfonie, do znalezienia tanich lub bezpłatnych noclegów. Do tego e-mail i wszystko to, co mogę znaleźć przez Google'a, o ile mam sieć - to w wielu miejscach w Australii jest ograniczone - mówi Barbara Meder.

Pani Elżbieta swobodnie korzysta z map offline, noclegi rezerwuje przez portale rezerwacyjne a z bliskimi komunikuje się za pomocą aplikacji Whatsapp. Pan Henryk odkrył niedawno BlaBlaCar, serwis, który łączy kierowców, którzy mają wolne miejsca w samochodzie z podróżnymi.

- Znalazłem taki tani środek komunikacji, na początku myślałem, że to po prostu linia autobusowa. Dopiero po rozmowie z kierowcą, który miał mnie wieźć, okazało się, że to prywatny samochód. Poznałem w ten sposób bardzo sympatycznych ludzi, a kierowca podwiózł mnie pod sam dom - opowiada.

Dla początkujących

Rady dla tych, którzy chcą zacząć podróże w późnym wieku? Seniorzy są zgodni - nie trzeba od razu jechać za granicę, można zacząć od lokalnego zwiedzania. Warto też rozejrzeć się wokół i znaleźć wsparcie rówieśników. Uniwersytety Trzeciego Wieku to miejsce gdzie można znaleźć ciekawych świata równolatków, a czasami pojechać z nimi na organizowane przez uniwersytet wycieczki.

- Ja zaczynałam od wycieczek rowerowych - mówi pani Elżbieta. Sprawiłam sobie sakwy i mały namiot, brałam pociąg do Augustowa i cały weekend jeździłam po lesie, z noclegiem pod namiotem.

Dobrym pomysłem na pierwszy wyjazd jest zdaniem pana Henryka właśnie Camino de Santiago. - Nie trzeba znać języka, cała trasa jest oznaczona, noclegi są tanie i można je znaleźć często. Poza tym, Szlak Świętego Jakuba można zacząć w dowolnym momencie trasy - radzi.

- Mój przekaz dla starszych osób, które boją się podróżować, bo uważają, że trzeba mieć dużo pieniędzy albo nadzwyczajne zdolności, jest taki, że wszystko zależy od tego, jak bardzo się chce. Jeśli ktoś mocno pragnie podróżować, to nie trzeba się bać, wszystkie przeszkody tkwią w głowie - podkreśla Elżbieta.

Zobacz także